Nowa sekretarka zaniemówiła, gdy zobaczyła swoje dziecięce zdjęcie w gabinecie szefa…5 min czytania.

Dzielić

Nowa sekretarka zesztywniała, widząc swoje dziecięce zdjęcie w gabinecie szefa. Winda szybko wznosiła się po szklanej ścianie wieżowca, odbijając błękit nieba nad Warszawą. Zofia Nowak przyciskała do piersi teczkę z życiorysem, powtarzając w myślach rady, które dała jej matka tego ranka. Nigdy w życiu nie była tak zdenerwowana. Ta praca zmieniała wszystko. 35. piętro. Kancelaria Radcy Kowalskiego – odezwał się metaliczny głos z głośnika.

Zofia wzięła głęboki oddech, wygładziła jedyną elegancką spódnicę, jaką posiadała, i pewnym krokiem podeszła do recepcji. Jej obcasy głośno odbijały się od marmurowej podłogi, gdy rozglądała się po dyskretnym luksusie najbardziej prestiżowej kancelarii w mieście. “Dzień dobry, jestem Zofia Nowak, nowa sekretarka pana mecenasa Kowalskiego” – powiedziała z pewnością siebie, której wcale nie czuła. Recepcjonistka, średnio wiekowa kobieta z nienaganną fryzurą, spojrzała na nią znad okularów. “Jesteś akurat na czas. Mecenas nie znosi spóźnień. Kasia już na ciebie czeka.”

Zofia podążyła za Kasią, starszą kobietą o przyjaznej twarzy, ale bystrym spojrzeniu. Przez korytarze, gdzie adwokaci w drogich garniturach rozmawiali półgłosem o milionowych sprawach. To był świat zupełnie inny niż jej, gdzie każdy miesiąc był walką o opłacenie leków dla matki. “Mecenas Kowalski jest bardzo wymagający” – wyjaśniała Kasia, pokazując jej biurko. “Dokładność, perfekcyjna organizacja i absolutna dyskrecja. Nigdy nie przerywaj, gdy jest na ważnej rozmowie.” Zofia skinęła głową, zapamiętując każdy szczegół. “Kiedy go poznam?” “Właśnie teraz cię oczekuje.” Kasia zniżyła głos. “Nie przestrasz się, jeśli wyda się chłodny. Tak jest ze wszystkimi.”

Gabinet mec. Jana Kowalskiego był dokładnie taki, jakiego się spodziewała – elegancki, poważny i onieśmielający. Ogromne okna ukazywały panoramę miasta, ściany były wypełnione półkami z ciemnego drewna, a masywne biurko dominowało nad pomieszczeniem. Za nim siedział 53-letni mężczyzna, podpisujący dokumenty bez podnoszenia wzroku. Jego siwiejące, idealnie ułożone włosy i garnitur uszyty na miarę krzyczały o władzy i pieniądzach. Gdy w końcu spojrzał, Zofia poczuła niewytłumaczalny dreszcz. Jego szare oczy były przenikliwe i dziwnie smutne. “Panno Nowak” – powiedział niskim głosem – “proszę usiąść.”

Zofia usłuchała, zauważając, że mecenas prawie nie patrzył jej w oczy. “Pani życiorys jest skromny, ale referencje z uniwersytetu doskonałe. Mam nadzieję, że okaże się pani równie oddana tutaj.” “Nie zawiodę pana mecenasa.” Kowalski zaczął wyjaśniać jej obowiązki, ale Zofia ledwie mogła się skoncentrować. Jej wzrok przykuło coś na biurku – w srebrnej ramce leżała wyblakła fotografia. Czteroletnia dziewczynka w białej sukience trzymała słonecznik. To była ona. Świat jakby stanął w miejscu. Ta sama biała sukienka z koronką, którą matka przechowywała w pudełku. To samo słonecznik zerwany tamtego dnia w parku. Ta sama fotografia, którą matka pielęgnowała – identyczna, aż po małą plamkę w rogu.

“Słucha mnie pani?” Głos Kowalskiego przywołał ją do rzeczywistości. Zofia poczuła, jak brakuje jej tchu. Jej nogi drżały pod biurkiem. “Przepraszam, ja…” – wyjąkała, nie mogąc oderwać wzroku od fotografii. Kowalski podążył za jej spojrzeniem i gdy zrozumiał, o co chodzi, jego twarz stwardniała. Cień bólu przemknął przez jego oczy. “Dobrze się pani czuje? Jest pani blada.” Zofia wskazała zdjęcie drżącym palcem. “Ta fotografia… czy mogę zapytać, kto na niej jest?”

Mecenas Kowalski milczał kilka sekund. Gdy w końcu przemówił, jego głos był inny, niemal złamany. “To osobista pamiątka. Bez znaczenia.” Ale wiedzieli oboje, że to nieprawda. “Proszę wyjść. Kasia pokaże resztę obowiązków.” Zofia spędziła resztę dnia jak we mgle. Prowadzono ją po biurze, pokazywano systemy, ale jej myśli wciąż krążyły wokół tej fotografii. Jak to możliwe? Co robiło jej zdjęcie w gabinecie najpotężniejszego człowieka w kancelarii?

Wieczorem, gdy wychodziła z budynku, było już ciemno. Wsiadła do zatłoczonego metra, potem do autobusu, który zostawił ją trzy przecznice od domu w skromnej dzielnicy na obrzeżach miasta. Przez całą tramwajówkę nie mogła przestać myśleć o tej srebrnej ramce.

Ich dom był mały, ale przytulny. Zofia ostrożnie przekręciła klucz, by nie obudzić matki, jeśli ta odpoczywała, ale znalazła ją w kuchni przy kolacji. “I jak poszło, córeczko?” – zapytała 51-letnia Anna z uśmiechem, który rozjaśniał jej twarz zmęczoną chorobą. “Chyba dobrze” – odpowiedziała Zofia, odkładając torebkę. Anna spojrzała na nią uważnie. Znała każdy grymas córki. “Co się stało? Jesteś jakaś dziwna.”

Zofia usiadła, przyjmując kubek herbaty od matki. “Mecenas Kowalski ma na biurku moje zdjęcie.” Filiżanka, którą trzymała Anna, rozbiła się o podłogę. “Co mówisz?” – wyszeptała, jej twarz nagle zbladła jak papier. “To zdjęcie ze słonecznikiem, mamo, to które masz w pudełku. Jest identyczne.” Anna oparła się o stół, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Jej oczy, tak podobne do córki, wypełniły się łzami. “To niemożliwe” – szepnęła. “To nie może być on.”

“Znasz mec. Kowalskiego?” – spytała Zofia, coraz bardziej zdezorientowana. “Mamo?” Anna nie odpowiedziała. Powoli wstała i podeszła do sypialni. Zofia podążyła za nią, obserwując, jak matka wyciąga spod łóżka metalową szkatułkę. Małym kluczykiem otworzyła zamek. Wewnątrz były jej najcenniejsze skarby – pożółkłe listy, pukiel dziecięcych włosów, srebrny pierścionek i ta sama fotografia, identyczna jak ta w gabinecie Jana Kowalskiego. Anna wzięła zdjęcie w dłonie i spojrzała na nie, jakby zawierało wszystkie tajemnice świata.

“Jest coś, czego nigdy ci nie mówiłam o twoim ojcu, Zosiu” – powiedziała w końcu, a jej głos był pełZofia podeszła do matki i objęła ją mocno, wiedząc, że bez względu na to, co ujawni ta rozmowa, ich miłość i wspólna siła przetrwają każdą burzę.

Leave a Comment