Podczas kolacji córka podsunęła mi tajemniczą karteczkę. Posłuchałem jej – i dobrze zrobiłem.5 min czytania.

Dzielić

Gdy otworzyłam ten mały, zgnieciony skrawek papieru, nie przypuszczałam, że pięć słów, napisanych niezdarnym pismem mojej córki, zmieni wszystko. Udawaj, że jesteś chora i wyjdź. Spojrzałam na nią zmieszana, a ona tylko potrząsnęła głową, jej oczy błagały, żebym jej uwierzyła. Dopiero później zrozumiałam, dlaczego.

Rankiem wszystko wyglądało jak zwykle w naszym domu na obrzeżach Warszawy. Minęły nieco ponad dwa lata, odkąd wyszłam za mąż za Krzysztofa, przedsiębiorcę, którego poznałam po rozwodzie. Nasze życie wydawało się idealne w oczach innych: wygodny dom, pieniądze w banku, a moja córka, Zosia, wreszcie miała stabilność, której tak potrzebowała. Zosia zawsze była bystrą dziewczynką, zbyt cichą jak na swoje czternaście lat. Wchłaniała wszystko jak gąbka. Na początku jej relacje z Krzysztofem były trudne, jak to bywa z nastolatkami i ich ojcami przybranymi, ale z czasem wydawało się, że znaleźli wspólny język. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Tamtego sobotniego poranka Krzysztof zaprosił swoich wspólników na śniadanie. To było ważne spotkanie – mieli omówić rozwój firmy, a Krzysztof był szczególnie nerwowy, chciał ich zaimponować. Cały tydzień spędziłam na przygotowaniach, od menu po najmniejsze detale dekoracji.

Byłam w kuchni, kończąc sałatkę, gdy pojawiła się Zosia. Jej twarz była blada, a w oczach widziałam coś, czego nie potrafiłam od razu zidentyfikować. Strach.

„Mamo”—szepnęła, podchodząc tak, by nie zwrócić na siebie uwagi.—„Muszę ci coś pokazać w moim pokoju.”

W tej samej chwili do kuchni wszedł Krzysztof, poprawiając swój drogi krawat. Zawsze ubierał się nienagannie, nawet na domowe spotkania. „O czym tak szeptacie?”—zapytał z uśmiechem, który nie sięgał oczu.

„O niczym ważnym”—odparłam automatycznie.—„Zosia tylko prosi o pomoc z zadaniem.”

„No to szybko”—powiedział, spoglądając na zegarek.—„Goście będą za pół godziny, a chcę, żebyś przywitała ich razem ze mną.”

Skinęłam głową i poszłam za córką. Gdy tylko zamknęła drzwi, wyciągnęła skrawek papieru i wcisnęła mi go do ręki, nerwowo spoglądając na drzwi. Rozprostowałam go i przeczytałam: *Udawaj, że jesteś chora i wyjdź. Teraz.*

„Zosiu, co to za żarty?”—zapytałam zirytowana.—„Nie mamy czasu na zabawę.”

„To nie żart”—jej głos był ledwo słyszalny.—„Proszę, mamo, uwierz mi. Musisz wyjść z tego domu. Powiedz, że źle się czujesz, ale wyjdź.”

Desperacja w jej spojrzeniu sparaliżowała mnie. Nigdy wcześniej nie widziałam jej tak przerażonej. „Zosiu, co się dzieje?”

Spojrzała na drzwi, jakby bała się, że ktoś nas podsłuchuje. „Nie mogę teraz wyjaśnić. Obiecuję, że powiem ci wszystko później. Ale teraz musisz mi zaufać. Proszę.”

Zanim zdążyłam nalegać, usłyszałyśmy kroki na korytarzu. Drzwi się otworzyły, a w progu stanął Krzysztof, teraz wyraźnie zirytowany. „Co tak długo? Pierwszy gość już jest.”

Spojrzałam na córkę, której oczy błagały w milczeniu. Wtedy, kierując się impulsem, którego nie umiałam wytłumaczyć, postanowiłam jej uwierzyć. „Przepraszam, Krzysztofie”—powiedziałam, dotykając czoła.—„Nagle źle się czuję. Chyba mam migrenę.”

Zmarszczył brwi. „Teraz, Anno? Przed chwilą było wszystko w porządku.”

„Wiem. To przyszło nagle”—odpowiedziałam, starając się brzmieć autentycznie.—„Zacznijcie beze mnie. Wezmę lek i się położę.”

Przez chwilę myślałam, że się sprzeciwi, ale wtedy zadzwonił dzwonek. „Dobrze, ale wracaj jak najszybciej”—rzucił, wychodząc.

Gdy tylko zostaliśmy same, Zosia złapała mnie za rękę. „Nie kładź się. Musimy wyjść teraz. Powiedz, że idziesz do apteki po silniejsze lekarstwo. Ja pójdę z tobą.”

„Zosiu, to absurd. Nie mogę tak po prostu zostawić gości.”

„Mamo”—jej głos drżał.—„Błagam cię. To nie zabawa. Chodzi o twoje życie.”

Było coś tak przejmującego w jej strachu, że przebiegł mnie dreszcz. Co tak bardzo wystraszyło moją córkę? Co wiedziała, czego ja nie byłam świadoma? Szybko złapałam torebkę i kluczyki. Znaleźliśmy Krzysztofa w salonie, rozmawiającego z dwoma mężczyznami w garniturach.

„Krzysztofie, przepraszam”—przerwałam.—„Boli mnie głowa coraz bardziej. Idę do apteki po silniejsze tabletki. Zosia idzie ze mną.”

Jego uśmiech na moment zastygł. „Moja żona źle się czuje”—wyjaśnił gościom.

Gdy wsiadłyśmy do samochodu, Zosia drżała. „Jedź, mamo”—powiedziała, patrząc za siebie na dom, jakby spodziewała się najgorszego.

Ruszyłam, z tysiącem pytań w głowie. Co mogło być aż tak poważne? Gdy zaczęła mówić, mój świat się zawalił.

„Krzysztof chce cię zabić, mamo”—wyszeptała, łamiącym się głosem.—„Słyszałam go wczoraj przez telefon. Mówił o podaniu ci trucizny w herbacie.”

Nacisnęłam gwałtownie hamulec, omal nie wjeżdżając w stojącą ciężarówkę. Zamarłam, nie mogąc złapać tchu. Słowa Zosi brzmiały jak scenariusz taniego thrillera.

„Co, Zosiu? To nie jest śmieszne.”

„Myślisz, że żartowałabym z czegoś takiego?” Jej oczy były pełne łez. „Słyszałam wszystko, mamo. Wszystko.”

Kierowca za nami zatrąbił, bo zapaliło się zielone światło. Ruszyłam bez konkretnego celu, byle dalej od domu. „Powiedz mi dokładnie, co słyszałaś.”

Zosia wzięła głęboki oddech. „Zeszłam w nocy po wodę. Było późno, może druga. Drzwi do gabinetu Krzysztofa były uchylone, a w środku paliło się światło. Szedł szeptem przez telefon.” Zawahała się. „Najpierw myślałam, że chodzi o firmę, ale potem wymienił twoje imię.”

Paznokcie wbiły się w kierownicę.

„Powiedział: *Wszystko przygotowane na jutro. Anna wypije herbatę, jak zawsze podczas„Bardzo przepraszam, pani Anno, ale musimy przeprowadzić dodatkowe przesłuchanie” – powiedział nagle komisarz, a ja poczułam, jak lodowaty strach znów ściska mi serce, gdy zauważyłam wymowne spojrzenie, jakie wymienili z Krzysztofem.

Leave a Comment