Pewnego dnia Krzysztof Kowalski stanął jak wryty w progu restauracji Hotelu Widok z Góry, jakby powietrze wokół niego nagle zgęstniało. Zobaczył coś, czego nie widział od tygodni: jego czteroletnia córeczka Zosia otwierała usta z entuzjazmem, aby przyjąć łyżkę zupy. Nie byle jaką łyżkę, ale tę, którą podawała młoda kelnerka z cierpliwością, uśmiechając się, jakby ta scena była najnaturalniejsza pod słońcem. Zosia, która od śmierci mamy uczyniła z jedzenia pole bitwy, teraz jadła bez protestu, z rumieńcami na policzkach, a nawet uniosła kciuk z niezwykłą dla malucha powagą.
—Tato, patrz! Pycha! — powiedziała Zosia i otarła brodę serwetką, która pojawiła się w ręku kelnerki, zanim kropla zupy zdążyła spaść.
Krzysztof poczuł ucisk w piersi. To „tato” nie było nowe, ale sposób, w jaki je wypowiedziała — z błyskiem w oczach, a nie rezygnacją — brzmiał jak zapomniana piosenka. Obok stała niania w nienagannym garniturze, pakując swoje rzeczy z napiętą twarzą.
—Panie Kowalski… Bardzo mi przykro, ale rezygnuję. Pana córka jest… zbyt trudna dla kogokolwiek — szepłła, nie czekając na odpowiedź.
Krzysztof nawet na nią nie spojrzał. Wykonał tylko automatyczny gest, jakby chodziło o zwykły dokument, a nie piątą rezygnację w ciągu miesiąca.
—Rozliczenie będzie gotowe jutro.
Niania wyszła, a Krzysztof wciąż obserwował. Kelnerka mówiła coś do Zosi cicho, jakby zdradzała jej sekret. Zosia śmiała się cichutko, trochę nieśmiało, ale prawdziwie. Krzysztof miał wrażenie, że jeśli mrugnie, ta scena rozpadzie się jak sen.
—Kto to jest? — zapytał menadżera, Jacka Nowaka, gdy ten się zbliżył.
—Nowa kelnerka. Agnieszka Wiśniewska. Zatrudniłem ją miesiąc temu. Jakiś problem?
Krzysztof pokręcił głową, nie odrywając wzroku.
—Wręcz przeciwnie… właśnie rozwiązała jeden.
Jacek zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony. Widać było, że drażni go widok personelu „poza miejscem”.
—Powinna obsługiwać stoliki od siódmego do dwunastego, a nie bawić się w nianię. Porozmawiam z nią.
—Nie — zatrzymał go Krzysztof tonem, który brzmi— Zajmę się tym sam — powiedział, patrząc na Agnieszkę i Zosię, czując, jak coś w jego duszy zaczyna się rozmarzać na myśl o nowym początku, który mógłby się narodzić z tej niespodziewanej chwili ciepła i nadziei.



