Dziś rano, punktualnie o ósmej, gdy Katarzyna Nowak wycierała szklany stolik w salonie, zobaczyła przez okno pięć luksusowych aut podjeżdżających pod drzwi. Po czterech miesiącach pracy w rezydencji Kowalskich od razu poczuła, że ten dzień będzie inny.
Na piętrze Jan Kowalski wskazał synowi, ośmioletniemu Mikołajowi, na okno.
— Synku, przyjechały te pięć pań, o których rozmawialiśmy. Zostaną u nas przez miesiąc.
Mikołaj obserwował eleganckie kobiety wysiadające z samochodów.
— I na końcu mam wybrać jedną, żeby została moją nową mamą, prawda, tato?
— Właśnie tak. Wszystkie są dobrze wychowane i pochodzą z szanowanych rodzin. Na pewno któraś ci się spodoba.
— A jeśli żadna mi się nie spodoba?
— Spodoba się. Mogą zapewnić ci doskonałą edukację i zabierać w podróże po świecie.
Nagle w całym domu rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, a potem gniewny głos.
— Niezdarna służąca! Stłukłaś moją drogą kryształową wazę!
Jan i Mikołaj wymienili zaskoczone spojrzenia.
— Co się stało? — zapytał chłopiec.
— Nie wiem. Sprawdźmy.
Zbiegli na dół i znaleźli Katarzynę klęczącą na podłodze, zbierającą kawałki szkła, z krwawiącym palcem. Obok stała wysoka brunetka ze skrzyżowanymi ramionami.
— Ta waza była sprowadzana z Włoch. Kosztowała więcej niż ona zarobi w ciągu roku.
— To był przypadek — szepnęła Katarzyna, nie podnosząc wzroku.
— Przypadek? — kobieta prychnęła. — Takie jak ty nie powinny dotykać wartościowych przedmiotów.
— Przepraszam — Jan przemówił stanowczo. — O co chodzi?
Brunetka odwróciła się z wymuszonym uśmiechem. — Janek, jestem Weronika Jabłońska. Właśnie przyjechałam, a twoja służąca stłukła moją wazę.
Pozostałe cztery kobiety podeszły i patrzyły na Katarzynę na podłodze.
— To trochę niezręczne — powiedziała chuda blondynka.
— Nazywam się Zofia Dąbrowska — dodała zimno.
— Wypadki się zdarzają — odpowiedział Jan, próbując załagodzić sytuację.
— Obcują z ludźmi bez klasy — rzuciła Zofia, spoglądając na Katarzynę. — Ludzie z klasą wiedzą więcej.
Mikołaj wyminął ojca i podbiegł do Katarzyny.
— Pani Kasiu, jest pani ranna?
Katarzyna spojrzała w górę, wymuszając uśmiech.
— To nic, kochanie. Tylko draśnięcie.
Weronika zawęziła oczy. — Dziwna ta wasza zażyłość.
Jan interweniował. — Skoro już tu jesteście, wyjaśnijmy sprawę. To Kasia, nasza pracownica. A wy jesteście kandydatkami.
Kobiety dumnie się przedstawiły: Weronika z wpływowej rodziny z Warszawy, Zofia, modelka i influencerka z Paryża, Kinga Nowicka, korporacyjna prawniczka, dr Magdalena Wiśniewska, dermatolog z prywatną praktyką, oraz Laura Zielińska, architektka.
Przez cały czas traktowały Katarzynę jak powietrze.
— Zostaną tu na trzydzieści dni — wyjaśnił Jan. — Pod koniec Mikołaj zdecyduje, którą chcę poślubić.
— A służąca? — zapytała Weronika.
— Zostaje — odparł Jan. — Kasia pracuje tu od miesięcy.
Zofia wymieniła spojrzenie z Kingą. — Miejmy nadzieję, że rozumie swoje miejsce.
Mikołaj złapał Katarzynę za rękę. — Pani Kasiu, chodź zobaczyć mój rysunek!
— Najpierw musi posprzątać swój bałagan — warknęła Magdalena.
— Dobrze — Katarzyna odpowiedziała cicho. — Pójdziemy później.
Weronika obserwowała uważnie. — Ciekawe.
Tego popołudnia pięć kobiet zebrało się w ogrodzie, przechwalając prezentami: tabletami, luksusowymi wakacjami, elitarnymi szkołami, remontami pokoju.
Mikołaj pojawił się grzecznie, dziękując bez entuzjazmu.
Wtedy przyszła Katarzyna z sokiem i cynamonowymi ciasteczkami. Twarz chłopca rozjaśniła się.
— Pani to zrobiła?
— Ja. I przyniosłam też papier do origami.
Kobiety obserwowały w milczeniu, ich niezadowolenie było wyraźne.
Wieczorem spotkały się ponownie.
— Ta sytuacja ze służącą jest nie do zaakceptowania — szepnęła Weronika.
— Za bardzo się do niej przywiązał — zgodziła się Laura.
— To nietaktowne — powiedziała Kinga.
— Musi nauczyć się hierarchii — dodała Magdalena.
— A ona potrzebuje lekcji — podsumowała Weronika.
Tymczasem Jan nie mógł nie zauważyć zmiany w synu. Mikołaj znów się śmiał, jadł, żył.
Później chłopiec pokazał mu origami ptaka.
— Pani Kasia jest cierpliwa — powiedział. — Nigdy nie krzyczy.
— Spodobały ci się te panie? — zapytał Jan.
— Są miłe… ale pani Kasia jest lepsza.
— Dlaczego?
— Bo to prawdziwe.
— Zwolnisz ją? — Mikołaj zapytał z niepokojem.
— Nie — obiecał Jan. — Zostaje.
Nękanie zaczęło się kilka dni później: celowe katastrofy, chowane przedmioty, obwinianie Katarzyny. Jan zainstalował ukryte kamery.
To, co zobaczył, rozwścieczyło go.
Gdy Mikołaj stanął w jej obronie, Weronika go— Jeśli dalej będziesz ją wybierał, sam będziesz musiał ponieść konsekwencje — syknęła Weronika, ale Mikołaj, patrząc jej prosto w oczy, odparł spokojnie: — Już wybrałem, i to na zawsze.



