Milijoner usunął żonę z imprezy, lecz wszyscy wstali, gdy się pojawiła…5 min czytania.

Dzielić

Julian Nowak spojrzał na cyfrową listę gości na najważniejszą noc swojego życia i zrobił coś niewyobrażalnego. Jednym dotknięciem palca usunął nazwisko swojej żony. Uważał, że jest zbyt zwyczajna, zbyt prosta i zbyt nieśmiała, by stać u jego boku na gali miliardera. Myślał, że chroni swój wizerunek. Nie wiedział, że podpisuje własny wyrok śmierci.

Nie miał pojęcia, że kobieta czekająca w domu w dresowych spodniach to nie tylko gospodyni domowa. Nie wiedział, że cała gala nie była organizowana dla niego, ale przez nią. Gdy drzwi wielkiej sali w końcu się otworzyły, Julian stracił nie tylko reputację – zdał sobie sprawę, że żył w cieniu królowej, a tej nocy królowa miała odebrać swoją koronę.

Powietrze w biurze na ostatnim piętrze Nowak Industries pachniało espresso, drogą skórą i arogancją. Julian Nowak, mężczyzna, który niedawno znalazł się na okładce Forbesa pod nagłówkiem „Przyszłość technologii”, stał przy panoramicznym oknie, spoglądając na szary horyzont Warszawy. Poprawił mankiety koszuli, których złote spinki odbijały przygaszone światło popołudnia.

— Panie, ostateczna lista gości na galę Vanguard trafi do druku za dziesięć minut — powiedział jego asystent, Marek.

Marek był bystrym i spostrzegawczym młodym mężczyzną, który pracował w firmie wystarczająco długo, by widzieć pęknięcia w fundamentach, które Julian ignorował. Julian odwrócił się i wrócił do mahoniowego biurka.

— Pokaż mi ją jeszcze raz.

Marek podał mu tablet. Julian przewinął listę nazwisk. Był to prawdziwy „kto jest kim” światowej elity: senatorowie, magnaci naftowi, gwiazdy technologii i europejska arystokracja. To była noc, na którą Julian pracował od pięciu lat. Tej nocy nie tylko uczestniczył – miał wygłosić główne przemówienie. Oczekiwano, że ogłosi fuzję, która po raz trzeci uczyni go miliarderem.

Jego palec zatrzymał się na jednym nazwisku u szczytu listy VIP: Zofia Nowak. Julian lekko zmarszczył usta. Do piersi napłynęła mu mieszanka irytacji i zażenowania. Pomyślał o Zofii: słodkiej, cichej kobiecie, która nosiła oversize’owe swetry, spędzała dni pielęgnując ogród w ich podwarszawskiej rezydencji, a jej pomysł na szaloną noc to pieczenie chleba na zakwasie.

Była kobietą, która wspierała go, gdy był jeszcze studentem bez grosza przy duszy. Tak, to ona płaciła czynsz, gdy jego pierwsza firma upadła, ale to było wtedy. Teraz było zupełnie inaczej.

— Ona nie pasuje — mruknął Julian do siebie.

— Panie? — spytał zdezorientowany Marek.

— Zofia — powiedział Julian zimnym tonem. — Ona nie jest gotowa na tych ludzi, Marek. Wiesz, jaka jest. Stoi w kącie z kubkiem wody w dłoni. Nie umie się odnaleźć. Jej sukienki wyglądają, jakby kupiła je w markecie. Ta noc to władza, to wizerunek.

Julian pomyślał o kobiecie, która czekała na niego w lobby Hotelu Raffles w tej chwili: Natalii Kowalskiej. Natalia była byłą modelką, a teraz ambasadorką marki. Była inteligentna, ambitna i oszałamiająco piękna. Potrafiła śmiać się z kiepskich żartów, szeptać inwestorom do ucha i wyglądać przy nim idealnie na zdjęciach paparazzich.

— Usuń ją — rozkazał Julian.

Marek zamrugał zaskoczony.

— Usunąć panią Nowak? Panie, to przecież pańska żona. To gala Vanguard. Zwykle małżonkowie…

— Powiedziałem, że masz ją usunąć — warknął Julian, uderzając tabletem w biurko. — Jestem prezesem tej firmy, Marek. To ja decyduję, kto nas reprezentuje. Zofia jest balastem tej nocy. Muszę zamknąć deal z Grupą Sterling. Jeśli Artur Sterling zobaczy mnie z gospodynią domową, która nie potrafi rozmawiać o makroekonomii, pomyśli, że jestem mięczakiem. Wykreśl jej nazwisko. Zablokuj jej dostęp. Jeśli się zjawi, nie wpuszczaj jej.

Marek zawahał się, na jego twarzy malowało się wyraźne zaniepokojenie. Lubił Zofię. Pamiętała o jego urodzinach, gdy Julian zapominał. Przysyłała mu zupę, gdy był chory. Ale potrzebował tej pracy.

— Jak pan sobie życzy, panie Nowak — powiedział cicho, dotykając ekranu. — Zofia Nowak usunięta.

— Dobrze. — Julian wyprostował krawat, spoglądając na swoje odbicie. — Powiem jej, że to impreza tylko dla mężczyzn, dla członków zarządu. Jest naiwna. Uwierzy.

Wziął marynarkę i skierował się do drzwi.

— Wyślij samochód po pannę Kowalską. Będzie mi towarzyszyć tej nocy.

Julian wyszedł z biura, czując się lżej. Czuł się potężny. Odetnął to, co zbędne. Był gotowy podbić świat. Nie miał pojęcia, że powiadomienie o usunięciu nie trafiło tylko do organizatorów. Wysłano je także na zabezpieczony, zaszyfrowany serwer w podziemnym biurze w Zurychu – serwer należący do holdingu, który w tajemnicy posiadał większość udziałów w Nowak Industries.

Pięć minut później, w ogrodzie ich podwarszawskiej rezydencji, telefon Zofii Nowak zadrżał.

Zofia Nowak otarła ziemię z rąk o fartuch. Miała 32 lata, delikatne rysy twarzy i oczy w kolorze wypolerowanego orzecha laskowego. Dla świata i dla swojego męża była Zofią – gospodynią domową, sierotą, która miała szczęście wyjść za mąż za wschodzącą gwiazdę. Spokojna kobieta, która zadowalała się pozostawaniem w tle, sięgnęła po telefon leżący na stoliku w ogrodzie. To był alert bezpieczeństwa.

**ALERT: Dostęp gościa VIP odwołany. Nazwisko: Zofia Nowak. Autoryzował: Julian Nowak.**

Zofia wpatrywała się w ekran. Nie zapłakała, nie zaniemówiła, nie rzuciła telefonem. Zamiast tego ciepło w jej oczach zniknęło, zastąpione lodowatym, przerażającym chłodem. Przesunęła palcem, by usunąć powiadomienie, i otworzyła inną aplikację – taką, która wymagała odcisku palca, skanu siatkówki i 16-cyfrowego kodu dostępu.

Ekran stał się czarny i pojawił się złoty herb: Grupa Aurora.

Grupa Aurora to była firma venture capital tak ekskluzywna, że nie miała nawet strony internetowej. Kontrolowała linie żeglugowe, farmaceutyczne patenty i start-upy technologiczne. Pięć lat temu, gdy pierwsza firma Juliana tonęła w długach, Grupa Aurora interweniowała z anonimową iniekcją 200 milionów złotych. Julian myślał, że zaimponował grupie anZofia spojrzała w okno, gdzie za mgłą ukrywała się Warszawa, i uśmiechnęła się zimno, wiedząc, że tej nocy Julian przekona się, jak bardzo się pomylił, sądząc, że można bezkarnie wymazać królową z jej własnego tronu.

Leave a Comment