Rodzina oskarżyła mnie o kłamstwo. ‘Nigdy nie służyła. Ukradła nasze nazwisko. Wszystko wymyśliła’ — syknęła matka. Nie drgnęłam, patrząc na sędzię. Ta wstała powoli. Ukryta zemsta. A potem zdjęła togę.1 min czytania.

Dzielić

Nazywam się Zofia Nowak i dziś rano siedziałam naprzeciwko ludzi, którzy dali mi życie, patrząc, jak starannie próbują je wymazać.

Dzieliło nas sześć metrów przemysłowego dywanu w Sali 14B Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie powietrze pachniało pastą do mebli i stęchłym lękiem. Świetlówki nad głową bzyczały ostro i chłodno, rzucając długie cienie, które sprawiały, że wszyscy wyglądali jak szkielety. Gdy woźny odczytywał numer sprawy monotonnym głosem, przyglądałam się stronie przeciwnej.

Po stronie powoda siedzieli Jan i Halina Nowakowie – moi rodzice.
Po mojej stronie byłam tylko ja.

Oskarżali mnie o oszustwo. Pozew był arcydziełem kreatywnej fikcji – twierdzili, że ukradłam tożsamość zmarłego weterana, sfałszowałam dokumenty, by pobierać nie należące mi się świadczenia, i że całe moje dorosłe życie zostało zbudowane na kłamstwie.

Nawet na mnie nie spojrzeli. Ani razu. Wpatrywali się przed siebie, ich postawy sztywne od świętego oburzenia.

Nie drgnęłam, gdy ich adwokat – gładki, warszawski prawnik nazwiskiem Kowalski – przedstawiał ich „dowody”. Brak zdjęć wojskowych na rodzinnym kominku. Brak moich danych w publicznych rejestrach. Fakt, że nikt z ich kręgu towarzyskiego nie potwierdził, bym kiedykolwiek nosiła mundur.

„To przypadek zaburzeń” – oznajm„To przypadek zaburzeń” – oznajmił Kowalski, przesuwając dłonią po nienagannym garniturze – „córka, która z desperacji stworzyła sobie fikcyjną przeszłość, by wyłudzać pieniądze i zhańbić porządną rodzinę.”

Leave a Comment