Uważał ją za balast… aż poznał jej prawdziwe oblicze5 min czytania.

Dzielić

Wieża z szampana mieniła się pod warszawskim niebem. Dwieście osób wypełniało salę konferencyjną na czterdziestym piętrze, śmiejąc się, tańcząc, celebrując kolejny rekordowy rok.

Halina przesuwała wózeczek sprzątający przez tłum, zbierając puste kieliszki do szarego worka. Robiła to każde Boże Narodzenie przez ostatnie pół roku. A wcześniej – przez trzydzieści lat jako żona założyciela.

“Przepraszam” – szepnęła, sięgając po kieliszek na stole kierownictwa.

Marek nawet się nie poruszył. Nowy prezes rozsiadł się w skórzanym fotelu, jego garnitur od projektanta prawdopodobnie kosztował więcej niż Halina zarabiała w miesiąc. Przynajmniej tak wszyscy myśleli.

“Nadal tu jesteś?” – wykrzyknął Marek, a wokół zrobiło się cicho. – “Myślałem, że kazałem HR to załatwić przed imprezą.”

Halina wyprostowała się. “Załatwić co, proszę pana?”

“Zwolnienie. Natychmiastowe.” Roześmiał się, widząc zszokowane twarze wokół. “Balast. Zaciskamy pasa w nowym roku, zaczynając od niepotrzebnych stanowisk.”

Kasia z księgowości westchnęła. “Marek, to Wigilia…”

“To się nazywa biznes, Kasia. Może następna będziesz ty, jeśli ci się nie podoba.” Obrócił się z powrotem do Haliny. “Masz pięć minut, żeby się spakować. Ochrona cię odprowadzi.”

Halina odłożyła ścierkę. Jej dłonie nie drżały. “Mogę spytać, dlaczego jestem niepotrzebna?”

“Bo mogę zatrudnić kogoś w połowie młodszego za połowę twojej pensji. Jesteś wolna, stara i szczerze mówiąc…” – wskazał na jej uniform – “…żenująca.”

Ktoś z tyłu zaczął płakać. Tomek z działu prawnego wysunął się naprzód. “To nie w porządku…”

“Usiądź, Tomek, chyba że chcesz stracić premię.” Marek wyciągnął telefon. “Wracajcie do imprezy. Przedstawienie skończone.”

Ale Halina się nie ruszyła. Siegnęła do kieszeni fartucha. Nie po chusteczki. Po telefon.

“Co to?” – zaśmiał się Marek. – “Zadzwonisz po związek zawodowy? Tutaj nie ma związków, kochanie.”

“Nie.” Jej głos był teraz pewny. Czysty. Inny. “Pokażę ci coś.”

Uniosła telefon. Na ekranie: nagranie sprzed trzech tygodni, na którym Marek przesyłał środki firmy na swoje konto. Dźwięk był idealnie czysty.

Twarz Marka zrobiła się biała. “Skąd to masz?”

“Z kamery w czujniku dymu, której nigdy nie zauważyłeś.” Przewinęła ekran. Kolejne nagranie. Marek grożący pracownicy zwolnieniem, jeśli zgłosi molestowanie. Jeszcze jedno: Marek instruujący dyrektora finansowego, jak fałszować raporty. I jeszcze – łapówki od dostawców.

W sali panowała cisza, przerywana tylko odgłosami z nagrań.

“Widzisz, Marku, dokumentowałam wszystko od pół roku.” Halina zdjęła fartuch. Pod spodem – elegancki czarny garnitur. Perły na szyi. “Odkąd dołączyłeś do tej firmy i zacząłeś niszczyć to, co zbudował mój mąż.”

Oczy Tomka rozszerzyły się. “Czekaj… Halina… jak Halina Nowak?”

“Nowak-Kowalska, właściwie.” Położyła fartuch na stole. “Mój zmarły mąż, Jan Nowak, założył tę firmę czterdzieści lat temu. Gdy odszedł w zeszłym roku, odziedziczyłam jego udziały. Pięćdziesiąt jeden procent.”

Fala szeptów przeszła przez salę.

Marek zerwał się na równe nogi, przewracając krzesło. – “To niemożliwe! Wdowa nazywała się…”

“Halina Nowak. Wróciłam do nazwiska panieńskiego, Kowalska, gdy aplikowałam na sprzątaczkę. Chciałam zobaczyć, jak naprawdę działa firma mojego męża.” Spojrzała na pracowników, wielu z nich miało łzy w oczach. “Chciałam zobaczyć, jak was traktują.”

Kasia zaczęła klaskać pierwsza. Potem Tomek. W końcu cała sala wybuchła oklaskami.

Marek sięgnął po telefon. “Nie możesz… to nielegalne nagrania…”

“W Polsce wystarczy zgoda jednej strony. Ja wyraziłam zgodę.” Halina cofnęła telefon. “Ale w jednej rzeczy masz rację. Ktoś chce z tobą porozmawiać.”

Skinęła w stronę tylnej części sali.

Dwaj mężczyźni w ciemnych garniturach podeszli, już z legitymacjami. “Marek Borowski? CBA. Jesteś aresztowany za oszustwa finansowe, defraudację i nadużycia.”

Marek cofnął się. “To absurd! Jestem prezesem!”

“Już nie.” Halina podniosła teczkę ze stołu – tę, którą położyła godzinę wcześniej, udając dokumentację sprzątania. Otworzyła ją, pokazując wypowiedzenie podpisane przez zarząd. “Nadzwyczajne zebranie odbyło się dziś rano. Zagłosowali jednomyślnie. Zostałeś zwolniony, Marku. Natychmiast.”

“Nie możesz tego zrobić!” – wrzeszczał Marek, gdy zakładano mu kajdanki. – “Pozwę! Ja…”

“Będziesz w więzieniu.” Głos Haliny był lodowaty. “CBA ma wszystko. Nagrania, przelewy, sfałszowane dokumenty. Mój prawnik przekazał to wszystko w zeszłym tygodniu.”

Gdy ochrona wyprowadzała Marka do windy, całe towarzystwo patrzyło w ciszy. Aż ktoś zaczął powoli klaskać. Oklaski przerodziły się w burzę.

Halina odwróciła się do pracowników – pracowników jej męża. Ludzi, o których dbał. Ludzi, których chroniła.

“Przepraszam, że was oszukałam. Ale musiałam poznać prawdę. I potrzebowałam dowodów, które będą ważne w sądzie.”

Tomek otarł łzy. “Nie masz za co przepraszać, pani Nowak. Ocaliłaś nas.”

“Co teraz?” – spytała Kasia.

Halina uśmiechnęła się – po raz pierwszy od miesięcy. “Teraz? Awansuję Magdę Wiśniewską na stanowisko prezesa. Jest z nami dwadzieścia lat, jest świetna i naprawdę zależy jej na tej firmie.” Rozejrzała się. “I podwyższam wszystkim w tej sali pensje o dziesięć procent od pierwszego stycznia. Plus pełne premie. Prawdziwe, nie te, które Marek obciął.”

Sala wybuchła radością.

“Co do mnie,” kontynuowała Halina, “wracam na stanowisko w zarządzie, gdzie powinnam być. Będę ściśle współpracować z Magdą, aby firma honorowała dziedzictwo mojego męża. Sprawiedliwe wynagrodzenia. Etyczne praktyki. SzHalina spojrzała w okno, gdzie pierwsze płatki śniegu wirowały nad miastem, i pomyślała, że nawet najciemniejsze korytarze biurowców mogą prowadzić do światła, jeśli ma się odwagę wejść tam w przebraniu.

Leave a Comment