Syn milionera pluł na wszystkie nianie. Na wszystkie. Ale gdy Bruna Kowalska, w swym niebieskim uniformie sprzątaczki, weszła na schody, on wyciągnął rączki, pocałował ją w policzek i zasnął, jakby po raz pierwszy znalazł prawdziwe bezpieczne ramiona. Ona chciała tylko pieniędzy na leki dla matki, ale w tej chwili, nieświadomie, wkroczyła w świat, gdzie czułość była skandalem, a kochanie dziecka mogło kosztować ją godność.
Nasze historie podróżują daleko. Skąd dziś nas oglądasz? Podziel się z nami w komentarzach. Nie, nie, nie. Przenikliwy krzyk Radka przeciął powietrze luksusowego apartamentu na Wilanowie. Chłopiec, mający zaledwie półtora roku, był czerwony od płaczu, jego zaciśnięte piąstki wymachiwały w powietrzu, jakby walczył z całym światem.
Wiktor Nowak stał tam w garniturze wartym 50 000 złotych, całkowicie poplamionym przecierą gruszkową, którą syn wypluł. Najbardziej budzący postrach miliarder Warszawy wyglądał na zdemoralizowanego mężczyznę. Jego dłonie lekko drżały, gdy obserwował dziedzica, który odrzucał wszystko i wszystkich. „Panie Nowak, nie wyrabiam już dłużej” – krzyknęła Anna, niania zatrudniona zaledwie tydzień temu.
Była ósmą w ciągu dwóch miesięcy. To dziecko nie jest normalne. Gryzie mnie, drapie, pluje na mnie. Rezygnuję. Czterdziestoletnia kobieta z licencjatem z pedagogiki i piętnastoletnim doświadczeniem rzuciła fartuch na podłogę i wyszła, trzasnąwszy drzwiami. Odgłos jej wysokich obcasów odbijał się echem po korytarzu, aż zniknął w windzie.
Wiktor spojrzał na syna, który wciąż rozpaczliwie płakał w sprowadzonym z Włoch łóżeczku. Pięćsetmetrowy apartament nigdy nie wydawał się tak pusty i zimny. „Radek, proszę, tatuś jest tutaj” – wyszeptał Wiktor, wyciągając ręce, by wziąć chłopca. Ale Radek odsunął się, odrzucając ciałeczko do tyłu i podnosząc jeszcze bardziej głośność płaczu. Zawsze tak było.
Odkąd Oliwia zmarła rok temu, chłopiec nie akceptował nikogo: ani ojca, ani wykwalifikowanych niań, ani prywatnych pielęgniarek. Wiktor usiadł w skórzanym fotelu obok łóżeczka i przesunął dłonią po siwiejących włosach. Miał 52 lata i dowodził finansowym imperium, które poruszało miliardami. Mógł kupować całe firmy jednym telefonem, ale nie potrafił ukoić własnego syna.
„Boże, Oliwio, co ja mam robić?” – szepnął, spoglądając na portret żony na nocnym stoliku. On mnie nie akceptuje. Nikogo nie akceptuje. Staje się zbuntowanym dzieckiem i nie wiem, jak pomóc. Płacz Radka nieco ucichł, jakby usłyszał desperację w głosie ojca. Wiktor wykorzystał to, by znów się zbliżyć.
Tęsknisz za mamusią, prawda, synku? – Wiktor delikatnie dotknął rączki niemowlęcia. Ja też tęsknię. Tęsknię za nią każdego świętego dnia. Radek spojrzał na ojca swoimi zielonymi oczkami pełnymi łez. Przez chwilę Wiktor myślał, że wreszcie nawiązał z nim więź, ale wtedy chłopiec znów zaczął płakać, głośniej niż przedtem.
Panie Nowak – głos gospodyni, pani Barbary, dobiegł z drzwi. Przepraszam, że przeszkadzam, ale firma sprzątająca dzwoniła. Był problem ze sprzątaczką z porannej zmiany. Nie może dziś przyjść. Wiktor westchnął. I co teraz? Dom jest w kompletnym bałaganie przez zamieszanie z nianią. Przyślą kogoś ze zmiany nocnej, dziewczynę o imieniu Bruna.
Pracuje tu od kilku miesięcy, ale zawsze nad ranem, więc pan jej nigdy nie widział. Nieważne – odparł Wiktor wyczerpany. Niech tylko prosi, żeby nie hałasowała. Jeśli cudem Radek zaśnie, nie chcę, żeby coś go obudziło. Pani Barbara wyszła, a Wiktor znów zwrócił uwagę na syna. Chłopiec stawał się już ochrypły od płaczu, ale nie przestawał.
To było tak, jakby cały ból, który czuł po stracie matki, wydostawał się na zewnątrz w formie krzyku. Tatuś nie wie, co robić, Radek – przyznał Wiktor, czując, jak jego własne oczy napełniają się łzami. Próbowałem wszystkiego. Najlepsze nianie, najlepsi lekarze, najlepsze zabawki, ale nic nie działa. Nie chcesz niczego, co oferuję. Wiktor wziął telefon i wybrał numer swojej asystentki.
Sandro, musisz odwołać wszystkie moje spotkania w przyszłym tygodniu. Zostanę w domu, dopóki nie rozwiążę tej sytuacji z synem. Ale panie, ma pan spotkanie z japońskimi inwestorami. Odwołaj wszystko – krzyknął Wiktor, tracąc cierpliwość. Mój syn jest ważniejszy niż jakikolwiek interes. Rozłączył się i wrócił do łóżeczka.
Radek zaczynał się męczyć, ale wciąż cicho popłakiwał. Wiktor spróbował po raz kolejny wziąć chłopca na ręce, ale Radek się skulił i znów zaczął płakać. W porządku, synku. Tatuś zostanie tutaj przy tobie, aż się uspokoisz – powiedział Wiktor, siadając na podłodze obok łóżeczka. – Nie ruszę się stąd, obiecuję. I tak oto najpotężniejszy człowiek w Warszawie siedział na marmurowej podłodze apartamentu, wsłuchując się w nieutulony płacz syna i czując się jak największy nieudacznik na świecie.
Bruna Kowalska była w windzie służbowej, jadąc na ostatnie piętro najbardziej luksusowego budynku na Wilanowie. Trzymała mocno wózek sprzątający i starała się nie myśleć o tym, jak jest zmęczona. Spała zaledwie 3 godziny po nocy spędzonej w szpitalu z matką. „Dalbino, córeczko, musisz trochę odpocząć” – powiedziała wcześniej pielęgniarka. „Twoja matka jest stabilna. Idź do domu”. Ale Bruna nie miała do czego wracać. Miała pracę do wykonania. Zawsze miała pracę. Tak było od sześciu miesięcy, od kiedy odkryli rzadką chorobę matki. Każdy dodatni grosz, który udało jej się zdobyć, szedł na eksperymentalne leki, których nie pokrywało ubezpieczenie. Windy zatrzymały się na 42. piętrze i Bruna wysiadła ze swoim wózkiem.
Dobrze znała ten służbowy korytarz. Pracowała tu od 4 miesięcy, zawsze nad ranem, kiedy mieszkańcy spali. Była to cicha i samotna praca, dokładnie taka, jaką lubiła. Ale dziś coś było inaczej. Z apartamentu pana Nowaka dochodziło dużo hałasu: krzyki dziecka i podPrzez uchylone drzwi do pokoju Radka Bruna ujrzała małego chłopca, którego łzy powoli obsychały, gdy jego wzrok, pełny niemego błagania, spotkał się z jej spojrzeniem pełnym współczucia.



