Ryszard, sparaliżowany, słyszał, jak rozmowa w salonie przybiera jeszcze bardziej niepokojący ton.
— Jutro, kiedy podpisze dokumenty, wszystko będzie nasze — mówił męski głos z przekonaniem. — Nikt niczego nie podejrzewa. Przesunięty wyjazd był zbiegiem okoliczności, który się nie powtórzy.
Ryszard w końcu rozpoznał tego mężczyznę.
To był Tomasz Nowak.
Jego wspólnik.
Jego przyjaciel od dwudziestu lat.
Ten sam, który był jego świadkiem na ślubie.
Poczuł, jak powietrze znika z ciasnej szafy.
— Jest spokojnie w Zurychu — odpowiedziała Helena ze spokojem. — Nie wróci przed poniedziałkiem. Marta zadbała, by personel uwierzył w tę wersję.
Marta zesztywniała obok niego.
Ryszard wtedy zrozumiał.
Ona nie była z nimi.
Była z nim.
— A sprawa z lekiem? — zapytał cicho Tomasz.
Krótka cisza.
Potem Helena odpowiedziała z chłodem:
— Gotowy. Jest niewykrywalny w małych dawkach. Nagła śmierć sercowa u mężczyzny z przewlekłym stresem nie wzbudza podejrzeń. Trzy tygodnie. Może mniej.
Świat Ryszarda rozpadł się w tej chwili.
To nie była zdrada.
To był plan.
Plan, by go zabić.
Jego oddech stał się nierówny. Marta mocno ścisnęła jego ramię, zmuszając go do opanowania.
— Jutro będziemy świętować — zaśmiał się Tomasz. — Za twoją wolność… i moje nowe stanowisko prezesa.
— I nasze nowe życie — dodała Helena.
Ryszard zamknął oczy.
Przypomniał sobie każdy szczegół: lekkie kolacje, które Helena uparcie dla niego przygotowywała, nowy suplement witaminowy, który podawała mu przed snem, nagłą zmianę w testamencie, którą Tomasz zasugerował „ze względów podatkowych”.
Wszystko pasowało.
Kieliszki znów się zetknęły.
— A Marta? — zapytał Tomasz. — Za dużo wie.
Ryszard poczuł, jak serce zamiera mu w piersi.
— Ona nic nie wie — odpowiedziała Helena z pogardą. — Jest lojalna… a zresztą, kto uwierzyłby sprzątaczce przeciwko nam?
Marta spuściła wzrok. Jej palce drżały, ale nie puściła Ryszarda.
— W każdym razie — ciągnęła Helena — po jutrze to już nie będzie miało znaczenia.
Kroki oddaliły się w stronę tarasu.
Cicha muzyka wypełniła salon.
Marta powoli odjęła dłoń z ust Ryszarda.
Spojrzał na nią i w jego oczach nie było już niedowierzania, ale niebezpieczna jasność.
— Od kiedy pani wie? — szepnął.
— Od tygodnia — odpowiedziała cicho Marta. — Usłyszałam kłótnię. Pani myślała, że śpię. Gdy zrozumiałam, co planują… próbowałam dzwonić, ale pan Tomasz kontroluje część pana komunikacji. Bałam się, że przechwycą każdą wiadomość.
— Dlaczego pani nie odeszła? — zapytał Ryszard.
— Bo ktoś musiał pana ostrzec.
Odgłos odsuwanych krzeseł przerwał tę chwilę.
— Muszą już iść — powiedziała Marta. — Mają jutro wcześnie spotkanie w centrali.
Ryszard skinął głową.
Czekali w ciszy.
Słuchali, jak śmiech cichnie, jak drzwi wejściowe się zamykają, a silnik samochodu oddala się po żwirowej drodze.
Dopiero wtedy wyszli z szafy.
Dom, który zawsze był symbolem sukcesu i stabilności, teraz wydawał się obcą sceną.
Ryszard podszedł do stolika w salonie.
Trzy kieliszki.
Otworzona butelka.
Teczka z dokumentami.
Otworzył ją.
Był to projekt restrukturyzacji firmy, według którego w przypadku jego śmierci Tomasz przejmował pełną kontrolę nad holdingiem, a Helena otrzymywała wielomilionową sumę przelaną na zagraniczne konta.
Ryszard odłożył teczkę ostrożnie.
Nie krzyczał.
Nic nie tłukł.
Człowiek, który zbudował imperium, nie zrobił tego, reagując impulsywnie.
Zrobił to, myśląc.
— Marto — powiedział stanowczym głosem — potrzebuję, żeby pani pomogła mi jeszcze raz.
—
Następnego ranka Ryszard zachowywał się, jakby nic się nie stało.
Zadzwonił do Tomasza swobodnym tonem.
— Przyjacielu, zmieniłem plany. Jestem w mieście. Pomyślałem, że moglibyśmy wspólnie przejrzeć te dokumenty przed podpisaniem.
Po drugiej stronie — niemal niedostrzegalna chwila ciszy.
— Oczywiście, Ryszardzie — odparł Tomasz z wyćwiczoną naturalnością. — Zawsze lepiej przejrzeć osobiście.
Helena także udała zaskoczenie, widząc go w domu przy śniadaniu.
— Jaka miła niespodzianka! Nie uprzedziłeś.
— Chciałem ci zrobić przyjemność — odparł, patrząc jej w oczy nieco dłużej niż zwykle.
Nie odwróciła wzroku.
Byli jak dwaj stratedzy mierzący siły.
Ale Ryszard nie był już ofiarą.
Zanim wyszedł do biura, dyskretnie schował mały dyktafon do wewnętrznej kieszeni marynarki.
Nie potrzebował improwizować.
Potrzebował dowodów.
—
W prywatnej sali konferencyjnej byli tylko we trójkę.
Ryszard położył dokumenty na stole.
— Zanim podpiszę — powiedział spokojnie — chciałbym porozmawiać o czymś, co usłyszałem zeszłej nocy.
Helena ledwo dostrzegalnie się spięła.
Tomasz zachował zimną krew.
— Usłyszałeś? — zapytał Tomasz z lekkim uśmiechem. — O czym mówisz?
Ryszard oparł dłonie na stole.
— O rozmowie o leku. O śmierci sercowej. O tych trzech tygodniach.
Zapadła absolutna cisza.
Uśmiech Tomasza zniknął.
Helena zbladła.
— Nie wiem, o czym mówisz — powiedziała.
Ryszard włączył dyktafon i położył go na stole.
Głos Heleny, czysty, zimny, wypełnił salę:
„Jest niewykrywalny w małych dawkach. Nagła śmierć sercowa…”
Efekt był natychmiastowy.
Tomasz cofnął się o krok.
— To nie jest tak, jak myślisz — próbował mówić.
— Jest dokładnie tak, jak myślę — odpowiedział Ryszard ze śmiertelnym spokojem. — Próbowaliście mnie zabić.
Wyjął telefon.
— Policja jest już w drodze. I rada nadzorcza. Będą zainteresowani, jak planowaliście przeorganizować firmę po mojej „nagłej śmierci”.
Helena spojrzała na niego z mieszaniną wściekłości i desperacji.
— Kto ci powiedział? — wyszeptała.
Ryszard nie odpowiedział.
Ale w myślach zobaczył zdecydowaną twarz Marty.
—
Skandal był druzgocący.
Usiłowanie zabójstwa, konspiracja, oszustwo korporacyjne.
Tomasz został aresztowany jeszcze tego samego dnia.
Helena także.
Prasa uczyniła z tego case medialną sensację.
Potężny biznesmen zdradzony przez żonę i najlePotężny biznesmen zdradzony przez żonę i najlepszego przyjaciela, lecz Ryszard nie czuł triumfu, czuł tylko pustkę pośród pozłacanych ram swojego życia.



