Ekran komputera zaszarzał, gdy kolejne 5 milionów złotych znikało z konta. Grzegorz Kowalski, jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, patrzył z przerażeniem, jak cały jego majątek rozpływa się w powietrzu. Jego elitarny zespół ekspertów od cyberbezpieczeństwa stał w bezruchu wokół stołu konferencyjnego, ich palce migały po klawiaturach, ale bezskutecznie. Haker był zbyt szybki, zbyt bystry, zbyt wyrafinowany.
W ciągu kilku minut 3 miliardy złotych wyparowały w cyfrowej próżni. Dłonie Grzegorza drżały, gdy sięgał po telefon, by zadzwonić na policję. Wtedy z drzwi dobiegł cichy głos. “Przepraszam, proszę pana, ale chyba mogę pomóc”. Wszyscy odwrócili się i zobaczyli 10-letniego chłopca w znoszonych dżinsach i wyblakłej koszulce. To był Kacper, syn Anny, kobiety, która sprzątała biuro Grzegorza każdego wieczoru. Chłopiec trzymał wysłużony laptop pokryty naklejkami. Jego wzrok skupił się na ekranach pokazujących trwający atak.
Szef ochrony Grzegorza ruszył, by wyprowadzić chłopca, ale Kacper odezwał się ponownie, jego głos był spokojny i pewny. “To polimorficzny robak szyfrujący z maską DDoS. Nie możecie go zatrzymać, bo patrzycie w złym miejscu, ale ja mogę”. W pokoju zapadła cisza. To dziecko, syn sprzątaczki, twierdziło, że potrafi to, czego nie potrafią najlepsi hakerzy na świecie. Gdy Kacper podszedł do głównego komputera i jego palce zaczęły poruszać się po klawiaturze z zawrotną prędkością, wszyscy zrozumieli, że zaraz zobaczą coś niemożliwego, coś, co zmieni wszystko.
Trzy miesiące wcześniej Grzegorz Kowalski siedział w swoim narożnym biurze na 50. piętrze wieżowca w Warszawie, z zadowoleniem przeglądając raporty finansowe. W wieku 48 lat zbudował Kowalski Technologies od zera, tworząc technologiczne imperium warte ponad 3 miliardy złotych. Jego firma tworzyła oprogramowanie dla banków, szpitali i instytucji rządowych na całym świecie. Był szanowany, potężny i niewyobrażalnie bogaty. Jego życie było dokładnie takie, o jakim zawsze marzył. Ale Grzegorz miał jeden słaby punkt, o którym nawet nie wiedział – ufał niewłaściwym ludziom.
Anna Nowak pracowała jako sprzątaczka w wieżowcu Kowalskiego od 5 lat. Była pracowitą samotną matką, która przyjechała z Ukrainy, mając 20 lat, w nadziei na lepsze życie dla siebie i syna. Pracowała na wieczornej zmianie, sprzątając biura, gdy wszyscy już wychodzili. Zarabiała niewiele, ale była to uczciwa praca, która pozwalała jej być w domu z Kacprem w ciągu dnia, gdy chłopiec uczył się zdalnie.
Kacper był wyjątkowym dzieckiem. Od kiedy nauczył się chodzić, ciągnęło go do wszystkiego, co miało przyciski lub ekran. Gdy miał pięć lat, rozebrał telewizor, żeby zobaczyć, jak działa, i jakoś udało mu się go złożyć z powrotem. W wieku siedmiu lat sam nauczył się programowania, korzystając z darmowych kursów z biblioteki. Gdy skończył dziewięć, zbudował własny komputer z części znalezionych w śmietnikach za sklepami elektronicznymi. Anna nie rozumiała obsesji syna na punkcie technologii, ale wspierała go, jak tylko mogła. Nie stać ją było na drogie komputery czy lekcje, ale zapewniła Kacprowi dostęp do internetu w ich małym mieszkaniu. Wypożyczała każdą knigę o komputerach, jaką miała biblioteka. Zachęcała go, nawet gdy nauczyciel mówił, że jest zbyt cichy, zbyt inny, zbyt skupiony na rzeczach, które nie liczą się na testach.
Kacper kochał swoją matkę bardziej niż cokolwiek. Widział, jak ciężko pracuje, jak jest zmęczona każdym wieczorem, gdy wraca do domu. Wiedział, że sprząta biura bogatych ludzi, żeby on miał co jeść i dach nad głową. I wiedział, że choruje. Anna zaczęła kaszleć kilka miesięcy temu – głęboki, chrapliwy kaszel, który nie mijał. Mówiła, że to tylko przeziębienie, ale Kacper sprawdził jej objawy w internecie. Był prawie pewien, że to zapalenie płuc, a może coś gorszego. Ale nie mieli ubezpieczenia, a wizyty u lekarza kosztowały pieniądze, których nie mieli.
Dlatego Kacper zaczął zabierać laptopa do wieżowca z matką wieczorami. Gdy Anna sprzątała, on siadał cicho w pustych biurach i pracował nad swoimi projektami. Nauczył się zaawansowanych języków programowania. Poznał cyberbezpieczeństwo, sztuczną inteligencję i systemy sieciowe. Chłonął wiedzę jak gąbka, rozumiejąc złożone koncepcje, z którymi mieli problemy studenci. Czasem Kacper zauważał luki w zabezpieczeniach systemów firmy. Pisał małe notatki wyjaśniające problemy i zostawiał je na wózku sprzątawczym matki, myśląc, że może ktoś je znajdzie i naprawi. Nigdy nie podpisywał się imieniem. Po prostu chciał pomóc.
Grzegorz Kowalski nigdy właściwie nie spotkał Anny ani Kacpra. Choć Anna sprzątała jego biuro każdego wieczoru przez 5 lat, dla Grzegorza personel sprzątający był niewidzialny. Ledwo zauważał, gdy wchodzili i wychodzili. Na pewno nigdy nie myślał o ich życiu, ich zmaganiach czy ich dzieciach. Ale to miało się zmienić w najbardziej dramatyczny sposób.
Wszystko zaczęło się we wtorek po południu. Grzegorz był na spotkaniu z zarządem, gdy ekran jego komputera nagle zrobił się czarny. Potem pojawił się czerwony tekst: “Mam wszystko. Zapłać 10 milionów złotych w Bitcoinie w ciągu godziny albo stracisz wszystko”. Grzegorz natychmiast wezwał zespół od cyberbezpieczeństwa. Znaleźli przerażającą prawdę – ktoś umieścił złośliwe oprogramowanie głęboko w systemach Kowalski Technologies. To nie był zwykły wirus. To była starannie zaprojektowana broń, która ukrywała się w ich sieci od miesięcy, mapując wszystko, ucząc się ich zabezpieczeń, czekając na idealny moment do ataku.
“Musimy zapłacić” – powiedział natychmiast dyrektor technologiczny, Wiktor Szymański. “Nie możemy ryzykować utraty wszystkiego”. Ale Grzegorz nie był typem, który ulega szantażowi. Jego zespół pracował frenetycznie, próbując każdego narzędzia, każdej techniki. Ale projektant ataku był zawsze trzy kroki przed nimi. Gdy minął wyznaczony czas, odpowiedź hakera była szybka i niszcząca. 50 milionów złotych zniknęło z głównego konta firmy. Potem kolejne 50 milionów. I coraz więcej, coraz szybciej. GrzegorzGdy Kacper z matką i Grzegorzem tworzyli Fundację Strażnik, by pomagać uzdolnionym dzieciom z całego świata, zrozumieli, że prawdziwe bogactwo nie leży w pieniądzach, lecz w szansach, jakie się daje innym.



