Dziadek wynajmuje ogrodnika dla niemego wnuka. Dwa lata milczenia przerywa pięć wstrząsających słów.2 min czytania.

Dzielić

Rozdział 1: Ostatni Specjalista

Cisza w posiadłości Kowalskich nie była spokojna. Była ciężka, gęsta niczym aksamitne zasłony zasłaniające chłodne światło mazurskiego słońca. Dla Bogdana Kowalskiego, sześćdziesięciopięcioletniego magnata, cisza oznaczała porażkę. Problem, którego nie da się zwolnić, negocjacje, których nie da się wygrać, rachunki, które nie chcą się zgadzać. Od dwóch lat ta porażka miała imię jego wnuka.

Leon miał dziesięć lat. Nie wypowiedział ani słowa od dnia, gdy zobaczył, jak jego matka, jedyna córka Bogdana, osuwa się na wypolerowany marmur holu. Nagły, cichy tętniak. Jednego momentu była tam, śmiejąc się, gdy zakładała rękawice ogrodnicze, a w następnym stała się problemem dla koronera. Leon trzymał ją wtedy za rękę.

Teraz Bogdan siedział w swojej gabinecie obitym skórą, w powietrzu unosił się zapach starych książek i jeszcze starszych pieniędzy, słuchając, jak ostatni specjalista pakuje swoją torbę.

“Panie Kowalski”, rzekł doktor Szymański, zatrzaskując teczkę z dźwiękiem, który w grobowej ciszy pokoju zabrzmiał jak wystrzał. “Jestem przede wszystkim człowiekiem nauki. A nauka wymaga zmiennej. Punktu odniesienia. Czegoś do zmierzenia. Pański wnuk… nie daje nam nic.”

Dłonie Bogdana, splecione na mahoniowym biurku, zacisnęły się. Kostki zrobiły się białe. “To dziesięcioletni chłopiec, doktorze. Nie eksperyment naukowy.”

Doktor Szymański, szczupły mężczyzna o jeszcze cieńszej cierpliwości, westchnął. “To głęboki przypadek selektywnego mutyzmu wywołanego traumą. Próbowaliśmy terapii poznawczej, arteterapii, muzykoterapii. Sprowadziliśmy nawet owczarka niemieckiego. Głaskał psa, panie Kowalski, ale nie odezwał się do niego. Jest zamknięty. A raczej… zamknął nas na klucz.”

“Więc pan rezygnuje”, stwierdził Bogdan. To nie było pytanie.

“Proponuję skierowanie”, poprawił go lekarz, przesuwając po biurku błyszczącą broszurę. “Instytut Dębowa Góra. To placówka zamknięta. Są… przygotowani na takie przypadki. Długoterminowo.”

Bogdan spojrzał na broszurę. Sterylny budynek na wypielęgnowanym trawniku. Wyglądał jak więzienie dla bogaczy. W piersi poczuł znajomą, gorącą wściekłość. Zbudował imperium od zera, naginał rynki i konkurentów do swojej woli, a nie potrafił wydobyć słowa od dziecka.

“To ostatni z mojego rodu, doktorze”, powiedział Bogdan, jego głos stał się niski,

Leave a Comment