Pewien maluch co godzinę przyciskał twarz do ściany, zawsze w tym samym miejscu. Jego ojciec myślał, że to tylko taki etap. Ale gdy dziecko w końcu przemówiło, wypowiedziało trzy słowa, które wszystko wyjaśniły. A prawda była absolutnie przerażająca.
Pewnego ranka roczny chłopiec, Tomek, podszedł do kąta swojego pokoju i przywarł buzią do ściany. Stał tak zupełnie nieruchomo, nie poruszając się, nie wydając najmniejszego dźwięku. Jego ojciec, Krzysztof, delikatnie odciągnął go. Ale godzinę później Tomek zrobił to znowu. I znowu.
Pod koniec dnia zdarzało się to co godzinę. Tomek odwracał się, szedł w milczeniu do ściany i wciskał w nią twarz, jakby chciał się przed czymś schować. Żadnego śmiechu, żadnych zabaw, tylko całkowity bezruch. Czasem przez całą minutę, czasem aż ktoś go delikatnie nie odsunął.
Krzysztof samotnie wychowywał Tomka od czasu, gdy jego żona zmarła przy porodzie. Próbował wszystkiego, by zrozumieć to zachowanie, ale lekarze twierdzili, że to nic poważnego, po prostu etap. Jednak Krzysztofowi nie wydawało się to takie proste.
W ciągu następnych dni Krzysztof zauważył coś przerażającego. Za każdym razem, gdy Tomek podchodził do ściany, był to zawsze ten sam dokładny róg, to samo precyzyjne miejsce. Przesunął wszystkie meble, szukał pleśni, sprawdzał, czy nie wieje, ale nic nie znalazł. Coś było nie tak z tym kątem. Coś zimnego i niepokojącego.
Krzysztof zaczął pracować w pokoju dziecka wieczorami, tylko po to, by obserwować, jak Tomek śpi. Ale zachowanie ze ścianą nie występowało podczas drzemki. Tylko gdy był obudzony, tylko wtedy, gdy Krzysztof nie patrzył uważnie.
Aż nadszedł przerażający krzyk. Było dokładnie 2:14 w nocy. Z monitora oddechu dziecka rozległ się przenikliwy, okropny wrzask. Krzysztof wyskoczył z łóżka, z sercem walącym jak młot.
Gdy dotarł do pokoju, Tomek znów był w kącie, z twarzą mocno przyciśniętą do ściany, z małymi rączkami zaciśniętymi w piąstki, a całe jego ciałko drżało. Krzysztof natychmiast chwycił go, mamrocząc:
“Jesteś bezpieczny. Nic ci nie jest.”
Ale Tomek drapał pierś ojca, desperacko próbując odwrócić się i spojrzeć znów na ścianę. To była pierwsza noc, kiedy Krzysztof z tego powodu zapłakał. Coś było naprawdę nie tak. Następnego ranka zadzwonił do psycholog dziecięcej.
“Nie chcę brzmieć jak wariat,” powiedział Krzysztof, “ale myślę, że moje dziecko próbuje mi coś powiedzieć. Coś, czego nie potrafi wyrazić słowami… i to jest przerażające.”
Psycholog, pani doktor Nowak, przyszła do nich następnego dnia. Obserwowała Tomka, bawiła się z nim, mówiła do niego łagodnie, aż w końcu on podszedł do tego samego kąta i znów przycisnął twarz do ściany. Pani doktor Nowak wydawała się zaniepokojona.
“Krzysztofie,” zapytała cicho, “czy ktoś inny wchodził do tego domu od czasu śmierci żony?”
“Nie,” odparł, “tylko opiekunki, ale żadna nie została dłużej niż miesiąc.”
Tomek płakał za każdym razem, gdy wchodziły do pokoju. Wszystkie zrezygnowały. Pani doktor Nowak zapytała, czy może porozmawiać z Tomkiem sam na sam przez kilka minut, korzystając z lustra weneckiego w swojego gabinecie. Krzysztof zawahał się, ale w końcu się zgodził.
W chwili gdy Krzysztof wyszedł z pokoju, dziecko nie płakało. Po prostu podeszło do kąta i znów odwróciło twarz do ściany.
Minęło kilka minut. Wtedy Tomek zaczął wydawać ciche dźwięki. Z początku nikt nie rozumiał, co mówi, tylko ledwo słyszalne pomruki. Pani doktor Nowak pochyliła się do przodu na krześle, z otwartymi ustami ze zdumienia. Gdy Krzysztof wrócił, była blada jak ściana.
“Wypowiedział prawdziwe słowa,” powiedziała cichym głosem.
Krzysztof był zdezorientowany.
“On ledwo mówi.”
“Wiem,” odpowiedziała. “Ale jestem absolutnie pewna, że powiedział: ‘Nie chcę, żeby wróciła’.”
Krzysztof zastygł w bezruchu.
“Co powiedział?”
“To właśnie usłyszałam. ‘Nie chcę, żeby wróciła’.”
W pokoju zapanowała całkowita cisza. Tomek siedział na podłodze, wciąż patrząc na ścianę. Krzysztof wpatrywał się w syna, czując, jak w piersi formuje się ciasny węzeł. Uklęknął przy nim, z drżącymi dłońmi.
“Tomku,” wyszeptał ledwo stabilnym głosem. “Kto? Kogo nie chcesz, żeby wróciła?”
Cisza przeciągała się w nieskończoność. Dziecko odwróciło się tak wolno, że czas zdawał się stać w miejscu. Jego duże, przerażone, dziwnie poważne niebieskie oczy patrzyły prosto na ojca. Zaczęły szklić się w nich łzy. Krzysztof wstrzymał oddech. Wydawało się, że w pokoju zrobiło się zimniej.
Potem, głosem tak cichym, że brzmiał prawie jak oddech ducha, Tomek wypowiedział trzy słowa, które będą prześladować Krzysztofa już na zawsze.
— Ta Pani ze Ściany.
Każde słowo spadło jak lodowaty pocisk na duszę Krzysztofa. Jego świat wywrócił się do góry nogami. Serce nie tylko stanęło — pękło. Powietrze zdawało się uciekać z pokoju. Czas pękł. I w tym momencie Krzysztof wiedział na pewno, że jego najgorsze koszmary były cały czas prawdziwe.
Krzysztof poczuł, jakby całe powietrze zostało wyssane z pokoju. Jego dziecko, ledwo able sklecić dwa słowa, właśnie wyszeptało coś, czego żaden taki maluch nie powinien wiedzieć. Ta Pani ze Ściany. Słowa odbijały się echem w jego głowie jak alarm.
Pani doktor Nowak była głęboko poruszona.
“To może być oznaka traumy, której doświadczył,” powiedziała. “Wspominał pan, że zmieniały się opiekunki.”
“Tak,” odparł Krzysztof powoli. “Wszystkie zrezygnowały. Tomek płakał, gdy wchodziły do pokoju, szczególnie przy jednej z nich. Agnieszka… ledwo ją pamiętam. Została tylko tydzień. Tomek przestał spać, prawie nic nie jadł.”
Pani doktor Nowak zmarszczyła brwi.
“Czy ma pan jakieś nagrania video z tamtego okresu?”
Krew ścięła się w żyz lodowatym spokojem w głosie, pani doktor Nowak zapytała: “Krzysztofie, ta opiekunka… czy czasem nie nazywała się Agnieszka Sokołowska?”.



