Grupa rowerzystów sparaliżowała drogę – ale ich powód zaskoczył wszystkich4 min czytania.

Dzielić

Te głupie motocykle zablokowały całą autostradę na godzinę, a ja wrzeszczałam na nich, dopóki nie zobaczyłam, co robią.

Byłam spóźniona na rozprawę o opiekę nad córką, moją ostatnią szansą, by ją odzyskać, gdy nagle setka motocykli zatrzymała wszystkie pasy ruchu. Chciałam zabić każdego z tych ludzi.

Nazywam się Patrycja Nowak i kiedyś byłam osobą, która dzwoniła na policję, bo motocykliści byli za głośno. Taką, która podpisywała petycje przeciwko zlotom motocyklowym. Taką, która uczyła swoją córkę, że motocykliści to niebezpieczni przestępcy, których należy unikać.

Tego wtorkowego ranka jechałam autostradą A2, mając czterdzieści pięć minut, by dotrzeć do sądu. Mój były mąż starał się o pełną opiekę nad naszą córką Zosią. Twierdził, że jestem „niestabilna” i „pełna wściekłości”. Że nie potrafię kontrolować swojego gniewu. Sędzia dał mi ostatnią szansę, bym udowodniła, że się zmieniłam.

Gdybym się spóźniła, straciłabym Zosię na zawsze.

Wtedy ich zobaczyłam. Długi sznur motocykli zajmujący wszystkie pasy, zwalniający, aż w końcu całkowicie się zatrzymujący. Co najmniej setka motocyklistów stworzyła mur z chromu i skóry.

Trąbiłam, wrzeszczałam przez okno: „RUSZAĆ SIĘ! ZEJŚĆ Z DROGI! MAM SPRAWĘ W SĄDZIE!” Inni kierowcy też trąbili. Jakiś facet w BMW groził, że wezwie policję. Kobieta w minivanie płakała, że spóźni się na samolot.

Ale motocykliści się nie ruszali. Ustawili swoje maszyny w poprzek autostrady, tworząc całkowitą blokadę. Kilku z nich stanęło w rzędzie ze skrzyżowanymi rękami, pilnując, by nikt nie przejechał.

Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w ich stronę. „Co jest z wami nie tak? To nielegalne! Nie możecie tak po prostu blokować autostrady! Ludzie mają pilne sprawy!” Najbliższy motocyklista, ogromny mężczyzna z siwą brodą, nawet na mnie nie spojrzał. „Proszę wrócić do samochodu”.

„Nie mów mi, co mam robić! Dzwonię po policję!” Wyciągnęłam telefon, zaczęłam nagrywać. „Wszyscy powinni to zobaczyć! Bandyci blokujący niewinnych ludzi!” Wtedy zobaczyłam, co naprawdę się działo.

W środku kręgu motocyklistów leżał na asfalcie starszy mężczyzna. Jego ubrania były brudne, podarte, wyraźnie bezdomny. Jego wózek z puszkami i kocami leżał przewrócony obok niego. Trzech motocyklistów wykonywało resuscytację, a kolejny trzymał go za rękę.

„Trzymaj się, stary, nie odpuszczaj”, powtarzał jeden z nich. „Pomoc już jedzie. Tylko wytrzymaj”.

Usta mężczyzny były sine. Oczy wywrócone. Umierał tam, na środku autostrady.

Motocyklista z medycznymi naszywkami na kamizelce sprawdzał puls. „Nic. Kontynuujcie. Nie przestawajcie uciskać”. Kolejny rozmawiał przez telefon z numerem alarmowym. „Potrzebujemy karetkę NATYCHMIAST! Weteran, około siedemdziesięciu lat, zatrzymanie krążenia na A2, kilometr 47”.

Opuściłam telefon. „Czy on…?”

Motocyklista z siwą brodą w końcu na mnie spojrzał. „Weteran z Afganistanu. Zobaczyliśmy, jak się przewrócił, ciągnąc wózek poboczem. Gdybyśmy nie zatrzymali ruchu, już by nie żył. Jeśli samochody będą jechać, karetka nie przedrze się przez korek. Więc go zatrzymaliśmy”.

„Ale ja mam sprawę w sądzie—”

„Szanowna pani, z szacunkiem, ten człowiek służył w trzech misjach. Umiera na autostradzie jak bezpański pies. Pani sprawa może poczekać”.

Chciałam się kłócić. Krzyczeć o swoim problemie, o córce, o swoim rozpadającym się życiu. Ale wtedy naprawdę przyjrzałam się sytuacji.

Ci „bandyci” płakali. Łzy spływały po wytatuowanych twarzach, gdy na zmianę wykonywali masaż serca. Jeden zdjął koszulkę, by podłożyć ją pod głowę umierającego. Inny zasłaniał go własnym ciałem przed słońcem.

„Minuta, dwie, trzy…” Liczyli, jak długo nie miał pulsu.

„Nie waż się poddawać, Tadeusz!” Motocyklista, który uciskał klatkę piersiową, łkał. „Nie przeżyłem piekła w Kabulu, żeby teraz patrzeć, jak umierasz na cholernOd tamtego dnia nauczyłam się, że prawdziwa siła nie kryje się w gniewie, ale w bezinteresowności i gotowości, by pomóc komuś, kogo nawet nie znasz.

Leave a Comment