Kochanka atakuje ciężarną żonę w sądzie — ale sprawa przybiera nieoczekiwany obrót4 min czytania.

Dzielić

Poranek w Sądzie Okręgowym w Warszawie był pełen napięcia. Na zewnątrz dziennikarze czekali z niecierpliwością, przekonani, że ta sprawa rozwodowa między znanym biznesmenem a jego ciężarną żoną pokaże coś więcej niż tylko rozpad małżeństwa. Wśród zgiełku trzydzieściodwuletnia Kinga Nowak, w siódmym miesiącu ciąży, wspinała się po schodach z drżącymi nogami. Jej jasnoniebieska sukienka ciążowa ledwo maskowała drżenie rąk. Była tam, by złożyć wniosek o nakaz ochrony przed swoim mężem, Markiem Kowalskim, jednym z najbardziej wpływołych przedsiębiorców w branży technologicznej w Polsce.

Czarny samochód zatrzymał się przed sądem. Marek wysiadł z arogancką pewnością siebie człowieka, który przywykł do bycia w centrum uwagi. Obok niego szła Zofia Dąbrowska, jego kochanka, w nienagannym białym kostiumie i z uśmiechem, który wywołał szemranie w tłumie. Wyglądali jak para z czerwonego dywanu, zupełnie obojętni na cierpienie Kingi.

W sali sądowej sędzia Tomasz Grabowski przewodził rozprawie z poważnym wyrazem twarzy. Gdy pierwszy raz spojrzał na Kingę, poczuł dziwne ukłucie rozpoznania, choć nie rozumiał dlaczego. Adwokat Kingi przedstawił dowody na kontrolę finansową, izolację społeczną i groźby ze strony Marka. Kinga mówiła drżącym głosem, cały czas trzymając dłoń na brzuchu.

Obrona Marka próbowała ją zdyskredytować, twierdząc, że to „hormonalna niestabilność typowa dla ciąży”. Zofia przewracała oczami za każdym razem, gdy wspominano Kingę, i szeptała pogardliwe uwagi, które zirytowały nawet adwokata Marka.

Napięcie sięgnęło zenitu, gdy poruszono temat zdrady Marka i Zofii. Nagle Zofia zerwała się z miejsca, wściekła.
—Ona kłamie! — krzyknęła.
Sędzia uderzył młotkiem. —Cisza na sali!

Ale Zofia, oślepiona gniewem, rzuciła się na Kingę i uderzyła ją brutalnie w brzuch. Przeraźliwy krzyk wypełnił salę. Kinga upadła na podłogę, zwinięta w bólu, gdy ciemna plama rozlała się po marmurze. Zapanował chaos: krzyki, migawki aparatów, urzędnicy próbujący powstrzymać Zofię.
—Natychmiast wezwijcie karetkę! — rozkazał blady sędzia Grabowski.

Gdy sanitariusze zabierali Kingę, coś w nim pękło. Nie tylko strach, ale też głębokie poczucie dezorientacji. Bo w środku tego zamieszania sędzia Grabowski dostrzegł jej naszyjnik… i miał wrażenie, że już go widział.

Tej nocy, gdy Kinga walczyła o życie swojego dziecka, otrzymała anonimową wiadomość, która zmieniła bieg wydarzeń:

„Jeśli jesteś Kingą Nowak… myślę, że jestem twoim ojcem.”

Kinga obudziła się w szpitalu na Banacha, otoczona cichymi maszynami i monitorem, który pokazywał nieregularny rytm serca dziecka. Ból wciąż pulsował, ale to niepokój nie pozwalał jej zasnąć. Jej telefon wibrował od wiadomości od nieznajomych, którzy wylewali na nią pomyje, powtarzając wersję Marka, że upadek był przypadkiem. Nie chciała tego czytać.

Kilka godzin później drzwi się otworzyły. Wszedł sędzia Tomasz Grabowski, z poważną miną, lecz ze wzrokiem pełnym czegoś więcej: wątpliwości, nadziei, winy.
—Nie jestem tu jako sędzia — powiedział cichym głosem — ale jako człowiek, który wierzy… że możesz być moją córką.

Kinga zdrętwiała. Jej matka, zmarła dwa lata wcześniej, nigdy nie chciała mówić o przeszłości. Zawsze unikała tematu ojca. Drżąc, Kinga wzięła zdjęcie, które jej podał: młodą kobietę, identyczną z jej matką, obejmującą dwudziestoparoletniego Tomasza. A na jej szyi… ten sam naszyjnik, który Kinga nosiła od dziecka.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, do pokoju weszła adwokat Katarzyna Wiśniewska, specjalistka od przemocy domowej, polecona przez sędziego.
—Twoja sprawa jest większa, niż myślałaś — powiedziała, otwierając teczkę pełną dokumentów. — Marek ma ukryte przeszłość. Pięć lat temu jego poprzednia partnerka zmarła po „przypadkowym upadku”. Raporty medyczne zostały sfałszowane. A Zofia była tam na kilka dni przed jej śmiercią.

Kingę przeszedł dreszcz.
—Czy myślicie, że on mógłby…?
—Tak — odparła stanowczo Katarzyna. — I spróbuje ponownie. Dlatego musimy działać szybciej niż on.

Wkrótce pojawił się emerytowany detektyw, Piotr Wilk, który prowadził śledztwo w sprawie poprzedniej partnerki Marka, zanim niespodziewanie został odsunięty od sprawy. Przyniósł zeznania sąsiadów, portiera i taksówkarza, który widział ich gwałtowne kłótnie.
—Wszystko się zgadza — powiedział. — I tym razem nas nie uciszą.

Pielęgniarka Joanna Nowak, świadek stanu wielu kobiet leczonych w przeszłości, dołączyła pominięte wcześniej dowody medyczne.

W obliczu takiej ilości informacji Kinga poczuła zawrót głowy. Jej życie, już zrujnePrzed sądem w Warszawie, gdzie Marek Kowalski i Zofia Dąbrowska otrzymali wyroki skazujące, Kinga trzymała na rękach małą Zuzannę, a sędzia Grabowski objął je obie, wiedząc, że w końcu odnalazł rodzinę i sprawiedliwość.

Leave a Comment