W warszawskim sądzie rodzinnym zapadła absolutna cisza, gdy siedmioletnia Zosia Kowalska stanęła przed sędzią z teczką w ręku. “Jestem adwokatką mojej mamy” – powiedziała dziewczynka pewnym głosem.
Sędzia Marek Nowak, mężczyzna po pięćdziesiątce z trzydziestoletnim stażem, zdjął okulary i przetarł je starannie, jakby nie wierzył własnym oczom. “Dziewczynko, to nie miejsce na zabawę” – powiedział łagodnie.
“Nie bawię się, Wysoki Sądzie” – odpowiedziała Zosia. “Przyszłam reprezentować moją mamę, Katarzynę Kowalską, w sprawie opieki nr 454/2023. Mój ojciec, Tomasz Wiśniewski, chce uzyskać opiekę tylko dlatego, że wiem o moim spadku po dziadku.”
Sala sądowa wybuchła szeptami. Adwokaci odłożyli telefony, urzędnicy przestali pisać, a nawet ochroniarz przy drzwiach podszedł bliżej, zaciekawiony tą niecodzienną sytuacją.
Po prawej stronie sali Tomasz Wiśniewski, ubrany w drogi garniak, wybuchnął śmiechem. “Wysoki Sądzie, to absurd! Dziecko bawi się w sąd!” Obok niego adwokat, pan Robert Dąbrowski – człowiek po pięćdziesiątce w garniturze za 12 tysięcy złotych – zerwał się z miejsca. “Wnoszę o usunięcie małoletniej z sali! To obraza wymiaru sprawiedliwości!”
Zosia ani drgnęła. Jej brązowe oczy błyszczały determinacją. “Zgodnie z art. 72 Konstytucji RP, dziecko ma prawo do wyrażania swoich poglądów w postępowaniach, które go dotyczą.”
Cisza stała się jeszcze głębsza. Siedmiolatka właśnie zacytowała Konstytucję z precyzją prawnika.
“Nauczyła się tego z internetu” – próbował ratować sytuację adwokat Dąbrowski.
“W takim razie mogę kontynuować?” – Zosia odwróciła się do niego z niezwykłą jak na dziecko uprzejmością. “Art. 93 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego mówi, że władza rodzicielska obejmuje prawo i obowiązek wychowania dziecka. Mój ojciec zaniedbał ten obowiązek, opuszczając mnie przez trzy lata.”
Adwokat nabrał powietrza, jakby się zakrztusił, a Tomasz przestał się śmiać.
Zosia kontynuowała: “Art. 107 KRO stanowi, że opieka powinna być powierzona jednemu z rodziców, jeśli drugi nie jest w stanie zapewnić dziecku odpowiednich warunków.”
Sędzia pochylił się do przodu, zafascynowany. W 30 latach kariery nie widział jeszcze prawnika, który cytowałby przepisy z taką płynnością, a co dopiero dziecka.
Zosia otworzyła swoją teczkę – szkolną, ozdobioną naklejkami z kucykami – i wyjęła stary telefon. “Nagrałam rozmowę, w której ojciec przyznaje, że chce opieki tylko dlatego, że kiedy skończę 18 lat, odziedziczę po dziadku dwa miliony złotych.”
W sądzie wybuchła bomba. Tomasz zbladł jak ściana. Adwokat Dąbrowski wstał tak gwałtownie, że przewrócił krzesło. Z tyłu sali Katarzyna Kowalska – drobna kobieta w prostej bluzce – zakryła twarz rękami i wybuchnęła płaczem.
“Niedopuszczalne!” – krzyknął Dąbrowski. “Nagranie nielegalne!”
“Proszę pana, nagranie nie jest nielegalne, jeśli zostało wykonane w obronie własnych praw” – odpowiedziała Zosia spokojnie. “Art. 267 Kodeksu karnego dopuszcza nagrywanie w celu ochrony swoich interesów.”
Adwokat zamilkł. Siedmioletnia dziewczynka właśnie dała mu lekcję prawa.
“Wysoki Sądzie” – Zosia wyciągnęła więcej dokumentów. “Mój ojciec twierdzi, że mama mnie zaniedbuje. Ale oto moje świadectwa – najlepsza uczennica w klasie. Oto zaświadczenie ze szkoły, że mama uczestniczy we wszystkich zebraniach. I tu jest oświadczenie od naszej sąsiadki, pani Marii, która opiekuje się mną, gdy mama pracuje.”
Pani Maria, starsza kobieta z laską, skinęła z sali.
“To nieprawda!” – Tomasz próbował się bronić. “Zawsze kochałem córkę!”
“W takim razie, tato” – Zosia spojrzała na niego – “powiedz mi, jaki jest numer mojej klasy? Jak nazywa się moja wychowawczyni? Kiedy mam urodziny?”
Tomasz milczał.
“Ja ci pomogę” – Zosia mówiła dalej. “Jestem w pierwszej klasie. Moja pani to Anna Nowak. Urodziny mam 12 maja. A ty nawet nie pamiętasz.”
Następnie wyjęła wyciąg bankowy. “Przez trzy lata nie płaciłeś alimentów. Zero złotych. Mama pracuje jako sprzątaczka, wychodzi o piątej rano, wraca o ósmej wieczorem. Ale zawsze mam czyste ubrania, książki i obiad.”
Sędzia zapytał: “Zosiu, czy masz jeszcze coś do dodania?”
“Tak. Chcę zrzec się spadku po dziadku. Nie chcę dwóch milionów. Wolę być z mamą, która kocha mnie naprawdę.”
Tomasz osunął się na krzesło.
“Zosiu” – sędzia powiedział łagodnie – “jesteś wyjątkową dziewczynką. Nigdy nie widziałem takiej odwagi. Jak się tego wszystkiego nauczyłaś?”
“Kiedy tato planował to wszystko, poszłam do pani Ani. Ona studiowała prawo i uczyła mnie przez trzy tygodnie. Czytałam kodeks, uczyłam się na pamięć. Bo chciałam chronić mamę.”
Sędzia zadecydował: “Opieka pozostaje przy matce. Ojciec traci prawa rodzicielskie.”
Katarzyna wybuchnęła płaczem. Sala sądowa wybuchła oklaskami.
Pięć lat później Zosia, jako dwunastolatka, przemawiała w Sejmie, promując ustawę o edukacji prawnej dzieci. Dziesięć lat później skończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim. A dziś jej fundacja pomaga tysiącom dzieci w Polsce.
Wszystko zaczęło się od siedmioletniej dziewczynki, która stanęła w sądzie i powiedziała: “Jestem adwokatką mojej mamy”.



