Nowa sekretarka zesztywniała, widząc swoje dziecięce zdjęcie w gabinecie szefa. Winda szybko pięła się po szklanej fasadzie budynku, w której odbijało się błękitne niebo Warszawy. Zuzanna Nowak przyciskała do piersi teczkę z CV, powtarzając w myślach porady, które dała jej matka tego ranka. W swoich dwudziestu kilku latach nigdy nie była tak zdenerwowana. Ta praca zmieniała wszystko. “Piętro 35. Kancelaria Prawnicza Wiśniewski i Wspólnicy” – oznajmił metaliczny głos z głośnika.
Zuzanna wzięła głęboki oddech, wygładziła czarną spódnicę – jedyną formalną, jaką posiadała – i pewnym krokiem ruszyła w stronę recepcji. Jej obcasy brzmiały donośnie na marmurowej posadzce, gdy rozglądała się po dyskretnym luksusie najprestiżniejszej kancelarii w mieście. “Dzień dobry, jestem Zuzanna Nowak, nowa asystentka adwokata Wiśniewskiego” – powiedziała z pewnością siebie, której wcale nie czuła. Recepcjonistka, średnio wiekowa kobieta z nienaganną fryzurą, spojrzała na nią znad okularów. “Jest pani akurat na czas. Adwokat nie cierpi spóźnień. Krysia na panią czeka.”
Zuzanna podążyła za Krysią, starszą kobietą o przyjaznej twarzy, ale bystrym spojrzeniu. Przechodziły korytarzami, gdzie prawnicy w drogich garniturach dyskutowali półgłosem o sprawach wartych miliony. To był zupełnie inny świat niż jej własny, gdzie co miesiąc była walka o opłacenie leków dla matki. “Adwokat Wiśniewski jest bardzo wymagający” – wyjaśniała Krysia, pokazując jej biurko. “Dokładność, perfekcyjna organizacja i absolutna dyskrecja. Nigdy, przenigdy nie przerywać, gdy jest na ważnej rozmowie.” Zuzanna kiwała głową, zapamiętując każde słowo. “Kiedy go poznam?” “Właśnie teraz czeka na panią z pierwszymi instrukcjami.” Krysia zniżyła głos. “Niech się pani nie przestraszy, jeśli wyda się chłodny. Tak już ma ze wszystkimi.”
Gabinet adwokata Jana Wiśniewskiego był dokładnie taki, jakiego się spodziewała – elegancki, stonowany i onieśmielający. Przez ogromne okna roztaczał się widok na panoramę miasta. Dwie ściany zajmowały regały z ciemnego drewna, a imponujące biurko dominowało w pomieszczeniu. Za nim mężczyzna po pięćdziesiątce podpisywał dokumenty, nie podnosząc wzroku. Jego siwiejące włosy były idealnie ułożone, a garnitur od krawca krzyczał “władza” i “pieniądze”. Gdy w końcu spojrzał, Zuzanna poczuła niewytłumaczalny dreszcz. Jego szare oczy były przenikliwe i dziwnie smutne. “Panno Nowak” – powiedział niskim głosem. “Proszę usiąść.”
Zuzanna usłuchała, zauważając, że adwokat rzadko patrzył jej prosto w oczy. “Pani życiorys jest skromny, ale referencje z uniwersytetu doskonałe. Mam nadzieję, że okaże się pani równie sumienna tutaj.” “Nie zawiodę pana mecenasa” – odparła. Gdy Jan zaczął wyjaśniać jej obowiązki, Zuzanna ledwie mogła się skupić. Jej wzrok padł na coś na biurku, co zaparło jej dech. W srebrnej ramce stało wyblakłe zdjęcie. Czteroletnia dziewczynka w białej sukience trzymała słonecznik. To była ona. Świat jakby się zatrzymał. Ta sama biała sukienka z koronką, którą matka przechowywała w pudełku. To samo słonecznik z parku. Identyczne zdjęcie, nawet ta sama plamka w rogu. “Słucha mnie pani, panno Nowak?” Głos adwokata przywrócił ją do rzeczywistości. Zabrakło jej tchu, nogi drżały pod biurkiem. “Przepraszam, ja…” – wyjąkała, nie mogąc oderwać wzroku od fotografii. Jan podążył za jej spojrzeniem i gdy zrozumiał, co widzi, jego twarz stwardniała. Po jego oczach przemknął cień bólu. “Dobrze się pani czuje? Jest pani blada.” Zuzanna drżącym palcem wskazała zdjęcie. “To zdjęcie… mogę zapytać, kto na nim jest?”
Adwokat Wiśniewski milczał przez chwilę. Gdy w końcu przemówił, jego głos brzmiał inaczej – niemal złamany. “To osobista pamiątka, bez znaczenia.” Ale mieli świadomość, że to nieprawda. “Proszę wyjść. Krysia pokaże pani resztę obowiązków” – zakończył spotkanie. Resztę dnia Zuzanna funkcjonowała jak automat. Krysia pokazywała system archiwizacji, tłumaczyła grafiki, przedstawiała kluczowy personel, ale myśli dziewczyny wciąż krążyły wokół tego zdjęcia. Jak to możliwe? Co robiła jej fotografia w gabinecie najpotężniejszego człowieka w firmie?
Gdy wychodziła z budynku, na zewnątrz już ściemniało. Wsiadła do zatłoczonego metra, potem do autobusu, który zostawił ją trzy przecznice od domu – w skromnej dzielnicy na południu miasta. Przez całą drogę nie mogła przestać myśleć o tej srebrnej ramce. Jej dom był mały, ale przytulny. Zuzanna ostrożnie przekręciła klucz, by nie obudzić matki, gdyby spała, ale zastała ją w kuchni, przygotowując kolację. “Jak poszło, córeczko?” – zapytała Irena, pięćdziesięciojednoletnia kobieta, której twarz, zmęczona chorobą, rozjaśniła się uśmiechem. “Chyba dobrze” – odparła Zuzanna, odkładając torebkę na stół. Irena przyjrzała się jej uważnie. Znała każdy grymas córki. “Co się stało? Wyglądasz, jakbyś widziała ducha.” Zuzanna usiadła, przyjmując filiżankę herbaty. “Adwokat Wiśniewski ma moje zdjęcie na biurku.”
Filiżanka, którą trzymała Irena, rozbiła się o podłogę. “Co mówisz?” – wyszeptała, a jej twarz stała się biała jak papier. “To zdjęcie ze słoneczkiem, mamo. To samo, które masz w pudełku. Identyczne.” Irena oparła się o stół, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Jej oczy, tak podobne do córki, wypełniły się łzami. “To niemożliwe” – wyszeptała. “To nie może być on.” “Znałaś adwokata Wiśniewskiego?” – zapytała Zuzanna, coraz bardziej zdezorientowana. “Mamo…” Irena nie odpowiedziała. Powoli wstała i poszła do sypialni. Zuzanna podążyła za nią, obserwując, jak matka drżącymi rękami wyciąga spod łóżka metalowe pudełko. Irena włożyła maleńki kluczyk do zamka i podniosłaZuzanna usiadła na łóżku, patrząc na matkę trzymającą zdjęcie ze łzami w oczach, gdy za oknem zapadał zmrok, a tajemnica sprzed lat wreszcie miała wyjść na światło dzienne.



