Obudzili mnie o świcie, nie spodziewali się mojej odpowiedzi2 min czytania.

Dzielić

**Dziennik osobisty**

Dziś obudził mnie o siódmej rano mój mąż, Paweł, z żądaniem, które przekroczyło wszelkie granice. „Podaj PIN do karty, mama jest w sklepie i chce kupić sobie telefon” – rzucił ostro, jakbym była jego osobistą bankomatką. Ale nawet nie podejrzewał, jaką niespodziankę dla nich przygotowałam…

Jesteśmy małżeństwem od trzech lat, a ja jestem wykończona. Od świtu do nocy haruję, utrzymuję dom, opłacam rachunki, zakupy – wszystko. A Paweł? Ani razu nie próbował znaleźć pracy. Przed ślubem ledwo łapał dorywcze zlecenia, ale gdy się pobraliśmy, uznał, że teraz to moja rola – finansować jego lenistwo.

Najgorsza jednak była jego matka, Halina. Sądziła, że syn musi ją utrzymywać w luksusie: prezenty, ubrania, leki, wyjazdy – wszystko miało pochodzić z jego kieszeni. A ta „kieszeń” to były moje pieniądze, moja pensja i moje łzy po kolejnych nieprzespanych nocach.

Paweł regularnie dawał jej moje zarobione grosze, kupował zbędne fanaberie. Milczałam, wierząc, że rodzina to kompromisy. Ale w końcu przesadzili. Halina codziennie zasypywała mnie wiadomościami: „Potrzebuję nowych kosmetyków”, „Zapłać za mój kredyt”. A Paweł tylko powtarzał: „Mama zasługuje na lepsze życie”. A ja? Dla nich byłam tylko portfelem na nogach.

Tamtego ranka miałam wolne. Ledwo zamknęłam oczy, gdy Paweł wpadł do sypialni, zerwał ze mnie kołdrę i warknął: „PIN do karty, szybko! Mama czeka w sklepie na nowy telefon”.

Leżałam w półśnie, ale słowa dotarły. Wiedział, że wczoraj dostałam wypłatę. Spokojnie odparłam: „Niech kupi za swoje”.

Wtedy oszalał. Krzyczał, że jestem skąpa, że nie szanuję jego matki. I wtedy coś we mnie pękło. Podałam PIN. Ale potem… Zrobiłam coś, czego nie żałuję.

Paweł wybiegł, zadowolony. Czekałam na powiadomienie z banku. Gdy zobaczyłam, że prawie cała moja pensja poszła na telefon dla Haliny, wzięłam telefon i zadzwoniłam na policję. „Moja karta została skradziona – powiedziałam spokojnie. – Pieniądze wypłacono bez mojej zgody. Tak, znam adres złodzieja”.

Kilka godzin później Halinę zatrzymano w mieszkaniu z telefonem w ręku. Jęczała, że „syn pozwolił”, ale karta była moja, a płatność – nieautoryzowana. To zwykła kradzież. Grozi jej grzywna lub sprawa w sądzie.

Paweł wrócił wściekły, wrzeszcząc, że zrujnowałam życie jego matce. Bez słowa spakowałam jego rzeczy, wyniosłam walizkę za drzwi i rzuciłam: „Trzy lata żyłeś na mój koszt. Dość. Idź i utrzymuj mamę sam”.

I zamknęłam drzwi przed jego nosem.

Leave a Comment