Człowiek, którego wszyscy omijali
Karol Nowak był mężczyzną, którego ludzie unikali bez zastanowienia. Gdy go zauważali, przechodzili na drugą stronę ulicy.
Chłodny. Zdystansowany. Zawsze w idealnie skrojonym garniturze i z nieprzeniknioną twarzą.
Jego willa była ogromna i zawsze pełna cicho przemykającego personelu. A jednocześnie zupełnie pusta.
Nikt nigdy nie siadał z nim do stołu.
Nikt nie czekał na niego wieczorami.
Nikt nie miał odwagi zapytać, czy wszystko w porządku.
Aż pewnej soboty sześcioletnia dziewczynka zrobiła to, na co nikt inny nigdy się nie odważył.
„MOŻEMY RAZEM WYPIĆ KAWĘ?”
Karol siedział na czele długiego stołu, przeglądając telefon. Stół uginał się pod ciężarem jedzenia: chleb, owoce, soki i piękny marchewkowy tort, którego prawie nigdy nie dotykał.
Nagle cichy głos przerwał ciszę.
– Możemy razem wypić kawę?
Podniósł wzrok, początkowo zirytowany.
Stała tam – malutka, z rozczochranymi blond włosami, różowym plecaczkiem zwisającym z ramienia i ogromnymi niebieskimi oczami pełnymi ciekawości.
– Jak się tu dostałaś? – zapytał lodowatym tonem.
– Przez kuchenne drzwi – odparła wesoło, jakby to było oczywiste. – Moja mama tu pracuje. Poszła po lekarstwa dla pana, a ja byłam głodna… i zobaczyłam tort. I pana, samego. A nikt nie powinien pić kawy w samotności.
Karol nie odpowiedział. Nie dlatego, że był zły – ale dlatego, że coś dawno zamrożonego w jego wnętrzu nagle się poruszyło. Jakby ktoś znalazł drzwi w jego piersi i zapukał.
– Twoja mama wie, że tu jesteś? – dopytał.
Przygryzła wargę.
– Kazała mi czekać w spiżarni… ale zobaczyłam tort i… – Jej oczy tęsknie powędrowały do stołu. – Mogę posiedzieć chwilkę? Obiecuję, że zaraz wrócę.
Spojrzał na pusty fotel obok. Nikt nie siadał tam od trzech lat.
Nie od wypadku.
Nie od śmierci żony i czteroletniej córki, Zosi.
Nie od dnia, gdy zamienił dom w grób.
Nie wiedział, dlaczego to powiedział – ale powiedział.
– Usiądź.
Oczy dziewczynki rozszerzyły się.
– Naprawdę?
Zanim się rozmyślił, była już na krześle, rzucając plecak na podłogę. Nogi bujały się w powietrzu, za krótkie, by sięgnąć ziemi.
– Łaaał… – szepnęła, rozglądając się po jedzeniu. – Zawsze tu tak jest?
– Zawsze.
– I to wszystko tylko dla pana?
– Tak.
Chwyciła kawałek tortu ręką, bez pytania, i ugryzła z zachwytem.
– Jest booosskie… – mruknęła z pełnymi ustami. – Mama czasem robi ciasto, ale takie pulchne nie wychodzi. Nie mamy miksera.
Karol uświadomił sobie, że po prostu ją obserwuje – jak je, jak mówi, jak patrzy mu prosto w oczy bez strachu czy podziwu.
Jakby nie był strasznym miliarderem, którego wszyscy się bali…
Tylko zwykłym mężczyzną pijącym kawę.
„WIĘC TY TEŻ JESTEŚ SAM”
Po chwili zadał pytanie, które siedziało mu na języku.
– Jak masz na imię?
– Kasia. A pan?
– Karol.
– Ma pan dzieci? – spytała z dziecięcą bezpośredniością.
W piersi coś się zacisnęło. Obrazy: samochód, deszcz, telefon, puste miejsce z tyłu… łóżeczko, z którego nikt już nie korzystał.
– Nie – skłamał, głos mu zadrżał. – Nie mam dzieci.
Kasia spojrzała na niego z powagą niepasującą do wieku.
– Więc pan też jest sam… tak jak ja i mama.
Zanim zdołał odpowiedzieć, drzwi się otworzyły.
– Kasia!
Agnieszka – pokojówka pracująca tu od trzech lat – wpadła blada.
– Panie Nowak, ja… przepraszam, ona…
Zamarła, widząc scenę: córkę siedzącą przy stole, jedzącą tort… i szefa spokojnie obok, nie krzyczącego, nie wyrzucającego jej.
– Pani córka zapytała, czy może ze mną wypić kawę – powiedział Karol, zaskakując nawet samego siebie – i zgodziłem się.
Agnieszka zbladła jeszcze bardziej.
– Przysięgam, że to nie było celowe, proszę pana. Wymknęła się ze spiżarni…
– Była głodna – przerwał, wstając. – I ma sześć lat. Nie jestem potworem.
Ale w głębi duszy wiedział, że przez długi czas zachowywał się jak jeden.
Odwrócił się do dziewczynki.
– Dokończ tort, Kasia. A następnym razem powiedz mamie, żeby przyszła głównym wejściem.
– Czyli mogę tu wrócić? – spytała, nadzieja błyszcząca w oczach.
Przez długą chwilę patrzył jej w oczy. Coś w nim pękło.
– Możesz.
Szybko opuścił pokój, zanim ktoś zobaczył emocje, które groziły wybuchem.
Żadne z nich nie wiedziało, że ta zwykła kawa to nie tylko uprzejmy gest – lecz pierwsza fala historii, która poruszy stare rany, rozpali wojnę w potężnej rodzinie… i da im wszystkim drugą szansę na szczęście.
KOPERTA NA BLACIE
Następnej soboty, punkt siódma, Karol mimowolnie spojrzał na krzesło obok.
– CóNastępnej soboty, punkt siódma, Karol mimowolnie spojrzał na krzesło obok i uśmiechnął się na widok Kasi, która już czekała z nowym rysunkiem i opowieściami o szkole, a w jego sercu, po latach zimna, wrocł spokój.



