Pracownica zmuszona ukrywać córki w pracy… Reakcja szefa zaskakuje wszystkich6 min czytania.

Dzielić

Paulina otworzyła drzwi do pokoju, w którym zostawiła swoje córki i zamarła. Milioner Bartosz Kowalski, mężczyzna, który nigdy się nie uśmiechał, klęczał na podłodze z ogromnym tortem w rękach, fałszując, śpiewał “Sto lat” dla jej bliźniaczek. Dziewczynki krzyczały z radości, a w tej chwili Paulina zrozumiała, że dzieje się coś nieprawdopodobnego.

Nie wiedziała jeszcze, że to będzie pierwszy krok do finału, który zmieni życie wszystkich na zawsze. Paulina wstawała codziennie o piątej rano – szybka kawa, zimny prysznic, całus dla śpiących córek i pęd na dwa autobusy do centrum Warszawy. Pracowała jako sprzątaczka w biurze Bartosza Kowalskiego, milionera z branży finansowej.

Znacie ten typ szefa, który nawet na was nie spojrzy, przechodzi obok, jakbyście byli powietrzem? No właśnie, on był zimny, niedostępny, zawsze w idealnie skrojonym garniturze i z kamienną twarzą. Taki, którego się szanuje, ale do którego nie podchodzi się za blisko.

Paulina miała dwie córeczki – Anię i Kasię, obie trzyletnie, największą radość jej życia. Codziennie zostawiała je u pani Jadzi, sąsiadki z drugiego piętra, która opiekowała się nimi za nieduże pieniądze. Było ciężko, ale jakoś się udawało. Aż pewnego dnia, akurat w urodziny dziewczynek, pani Jadzia zadzwoniła wczesnym rankiem – wysoka gorączka, nie przyjmie dzieci. Paulina wpadła w panikę.

Zadzwonić do pracy, powiedzieć, że nie przyjdzie? Stracić dzień zarobku? Nie mogła. Potrzebowała tej pracy bardziej niż powietrza. Więc podjęła największe ryzyko w życiu – zabrała Anię i Kasię, torbę z zabawkami, ciasteczkami i sokiem, i przemyciła je do biura. Wpadła na zaplecze, gdzie nikt nie zaglądał, rozłożyła zabawki i szepnęła: “Bądźcie cicho, mamusia zaraz wróci.”

Dziewczynki skinęły główkami, posłuszne. Paulina zamknęła drzwi, wstrzymała oddech i poszła do pracy. Wszystko szło dobrze. Aż koło trzeciej Bartosz poszedł po stare dokumenty. I zgadnijcie gdzie one były? Właśnie tam. Otworzył drzwi i zastygł. Dwie identyczne dziewczynki w czerwonych sukienkach i kokardach siedziały na podłodze otoczone lalkami. Spojrzały na niego wielkimi oczami, a Ania podbiegła i spytała najsłodszym głosikiem: “Wujku, przyszedłeś na nasze urodziny?”

Bartosz oniemiał. Skąd tu wzięły się dzieci? Zanim się zorientował, Kasia już ciągnęła go za rękę: “Pobaw się z nami!” I wiecie co? Ten poważny, groźny bogacz po prostu… stopniał. Usiadł na podłodze, bawił się lalkami, śmiał się tak, jakby zapomniał, że w ogóle potrafi.

Pół godziny później wyszedł i kazał recepcjonistce przynieść tort i balony w dwadzieścia minut. “Ale pan ma spotkanie z zarządem!” – “Odwołać.”

Gdy Paulina wbiegła sprawdzić córki, omal nie dostała zawału. Bartosz Kowalski, najgroźniejszy biznesmen w Warszawie, klęczał na podłodze z tortem, śpiewając “Sto lat” fałszując, a Ania i Kasia klaskały i skakały z radości.

“Panie, ja mogę wyjaśnić…” – Bartosz wstał, otarł dłonie o spodnie drogiego garnituru i… uśmiechnął się. Pierwszy raz od dwóch lat. “Nie musisz. One są twoje?” – “Tak… Sąsiadka zachorowała, nie miałam z kim ich zostawić.”

“Nic się nie stało. Możesz je tu przyprowadzać, gdy będziesz musiała.” Paulina nie wierzyła własnym uszom. Czy to sen?

Od tamtego dnia wszystko się zmieniło. Bartosz zaglądał do pokoju codziennie – przynosił zabawki, rozmawiał z dziewczynkami, pytał Paulinę o życie. “Jak dajesz sobie radę sama?” – opowiadała nieufnie, ale z czasem zaczęła mówić więcej. O tym, że ojciec dzieci zniknął w ciąży, że pracuje od 14 roku życia, że marzy o własnym małym mieszkaniu.

Bartosz też zaczął mówić o samotności, o pustce w wielkim domu, o tym, że pieniądze nie dają szczęścia. Dziewczynki nazywały go “wujkiem Bartkiem” – uwielbiał to. Kupował słodycze, książki, a pewnego dnia przyniósł dwa różowe rowerki z bocznym kółkiem. Paulina próbowała odmówić: “To za dużo!” – ale on nalegał.

Miesiące mijały, a Paulina poczuła coś dziwnego – ściśnięcie w żołądku, gdy był blisko, głupi uśmiech, gdy chwalił jej gotowanie. “Oszalałam? To mój szef. Milioner. Ja jestem tylko sprzątaczką.” Ale serce nie zna logiki.

Aż pewnego dnia jej przyjaciółka Kasia rzuciła zimnym prysznicem: “Uważaj, ten twój szef za bardzo interesuje się twoimi córkami. Bogacze czasem adoptują dzieci pracowników. Słyszałam o takich przypadkach.”

Paulina zamarła. To ziarno strachu wyrosło. Zaczęła zauważać rzeczy – Bartosz pytał o szkołę, raz usłyszała, jak rozmawia o czesnym, innego dnia znalazła wizytówkę prawniczki rodzinnej. Panika. Odsuwała się, nie zostawiała córek z nim sam na sam.

Bartosz zauważył. “Co się stało? Zrobiłem coś złego?” – “Nie, wszystko w porządku.” Ale nie było. Tydzień później wręczyła wypowiedzenie.

“Co? Dlaczego?” – “Muszę znaleźć coś innego.” Wyszła, ale on nie dał za wygraną. Przyszedł pod jej dom, błagał, by porozmawiać. W końcu na klatce schodowej Paulina wybuchła: “Chcesz mi zabrać dzieci?! Szkoły, prawnicy… ja nie jestem głupia!”

Bartosz osłupiał. “Co?! Ja nigdy bym tego nie zrobił!” – “Więc po co to wszystko?!”

“Bo się o was zatroszczyłem. Bo… zakochałem się. W tobie i w nich. Chciałem być częścią waszego życia.”

Paulina zaniemówiła. “Ja… też cię kocham. Bałam się tylko, że jesteś zbyt potężny, a ja nic nie znaczę.”

“Znaczysz wszystko.” Przytulili się na tych schodach i Paulina po raz pierwszy od lat poczuła, że życie może być lżejsze.

Ale spokój nie trwał długo. Dwa tygodnie później Bartosz wyjechał służbowo do Berlina. Gdy Paulina sprzątała jego dom, znalazła zamknięte drzwi na końcu korytarza. W środku – pokój dziecięcy, różowy, z łóżeczkiem, książkami, pluszakami i napisem “Ania i Kasia” na ścianie.

Świat się zawalił. “Miała rację Kasia! On chce je zabrać!” SpakPaulina zabrała dziewczynki i uciekła, ale gdy Bartosz wrócił i wyjaśnił, że pokój był przygotowany dla zmarłej żony i ich córeczki, którą nigdy nie poznał, bo zginęły w wypadku, a imiona Ania i Kasia wybrał, bo przypominały mu o stracie i nowej nadziei, w końcu zrozumiała, że jego miłość była prawdziwa, i pewnego dnia, gdy sto lat znów zabrzmiało fałszująco, a dziewczynki śmiały się w ramionach “taty Bartka”, Paulina wiedziała, że ich rodzina jest kompletna.

Leave a Comment