Światło wpadające przez wysokie okna w naszym domu w Łodzi nie było ani ciepłe, ani przytulne.
To było blade, nieprzyjemne światło, które uwydatniało każdą drobinę ppyłu w powietrzu i każdą zmęczoną bruzdę na mojej twarzy, gdy patrzyłam w lustro, widząc obcą sobie kobietę – wyczerpaną, wychudzoną wersję tej, którą znałam zaledwie kilka miesięcy wcześniej.



