Syn milionera musiał poślubić prostą dziewczynę – trzy miesiące później ojciec nie mógł uwierzyć własnym oczom2 min czytania.

Dzielić

— Mam dość ciągłego ratowania cię z opresji — głos ojca był twardy jak kawa zbożowa po trzecim dniu świąt. — Ile można? Zupełnie ci odbiło.

Syn wygodnie rozsiadł się na krześle, nie odrywając wzroku od telefonu. Markowy garnitur, drogie zegarki, zapach wody toaletowej, która kosztowała tyle co roczny abonament na Netflixa.

— No tato, nie dramatyzuj. Jestem twoim synem. Zawsze za mnie wszystko załatwiałeś.

Ojciec powoli podszedł bliżej, patrząc mu w oczy jak ksiądz na spowiedzi.

— Właśnie. Zawsze. Ale teraz koniec. Albo się zmieniasz, albo zostajesz bez grosza przy duszy.

Syn prychnął.

— Znowu straszysz.

— Nie — odpowiedział ojciec spokojnie, jakby mówił o pogodzie. — Stawiam warunek. Ożenisz się ze zwykłą dziewczyną. Bez pieniędzy, bez koneksji. Ze wsi. Żadnych modelek, żadnych celebrytek. Albo przestajesz być moim spadkobiercą.

Śmiech syna urwał się jak stary telewizor po uderzeniu śrubokrętem.

— Żartujesz?

— Nie. A jeśli myślisz, że to tylko chwilowa fanaberia — mylisz się.

W ciągu tygodnia syn został z niczym. Karty zablokowane, samochód zabrany, garnitury, zegarki i telefon — wszystko przepadło. Zawieziono go do małej wsi pod Kielcami i przedstawiono dziewczynie — zwykłej dojarce. Skromnej, bez makijażu, w pasiaku kupionym na targu. Ojciec był pewien, że syn ucieknie po dwóch dniach, brudny i wściekły, błagając o powrót do dawnego życia.

Ale po trzech miesiącach ojciec zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie.

Sam przyjechał do wsi, żeby postawić kropkę nad „i”. Spodziewał się zobaczyć złamanego chłopaka — brudnego, nieszczęśliwego, pełnego goryczy.

Zamiast tego zobaczył coś zupełnie innego.

Jego syn stał na podwórku w gumofilcach, po łokcie w błocie, i… śmiał się. Obok niego stała jego żona — ta sama „prosta wiejska dziewczyna”. Trzymała wiadro z paszą, a on pomagał jej karmić świnie. Bez grymasu. Bez obrzydzenia.

Gdy syn zauważył ojca, nie wyglądał na zawstydzonego. Nie prosił o pieniądze. Nie wspomniał o powrocie.

Po prostu powiedział:

— Tato, poznaj moją żonę, Kasię. Czekamy na dziecko.

Ojciec zamarł.

Przed nim nie stał już ten rozpieszczony chłopak, który brzydził się zapachem obory i drwił z wiejskiego życia. Przed nim stał dorosły mężczyzna. Spokojny. Szczęśliwy.

— Nie chcę już tamtego życia — dodał syn cicho. — Tu po raz pierwszy czuję, że naprawdę żyję.

I wtedy ojciec zrozumiał: chciał ukarać syna… a przypadkiem dał mu prawdziwe szczęście.

Leave a Comment