Tajemnicza reakcja bogacza na śpiącą pokojówkę4 min czytania.

Dzielić

Pokój był cichy. Światło słoneczne przelewało się przez wysokie okna, muskając złote zasłony w sypialni willi. Na luksusowym łóżku miliardera leżała Zosia. Jej głowa tonęła w miękkiej, białej poduszce, a jedynym dźwiękiem w pokoju był jej cichy oddech. W prawej dłoni ściskała mocno szczotkę do podłóg, jakby padła ze zmęczenia w trakcie sprzątania. Obok na podłodzie stało zapomniane wiadro. Czarno-biały strój pokojówki był pomięty, lekko wilgotny od potu. Jej drobna, śniada twarz wyglądała na zmęczoną, zniszczoną, ale i spokojną.

Wtem rozległ się odgłos miękkich skórzanych butów o marmurową podłogę. Do pokoju wszedł Jan Kowalski, miliarder i prezes wielkiej firmy. Zamarł. Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Jego pokojówka śpiąca na jego łóżku ze szczotką w dłoni. Przez chwilę stał nieruchomo.

Jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, ale serce pozostawało spokojne. Zrobił powolny krok, potem kolejny. Spojrzał na nią. Miała ledwie 18 lat. Drobna, krucha, a sposób, w jaki jej ciało zapadało się w pościel, świadczył nie o lenistwie, ale o prawdziwym, głębokim wyczerpaniu. Coś mu mówiło, że to nie była zwykła pomyłka. Delikatnie pochylił się i dotknął jej ramienia.

„Zosia.”

Otworzyła oczy błyskawicznie, jakby poraził ją prąd. Mrugnęła kilka razy, zdezorientowana. W końcu dotarło do niej, co się stało. Jej wzrok spotkał się z jego.

„Proszę pana, błagam, niech mi pan wybaczy!” zawołała, klękając przy łóżku. Jej dłonie kurczowo ściskały szczotkę, jakby to była jej jedyna deska ratunku. „Nie chciałam, przysięgam. Nie spałam całą noc. Musiałam się po prostu wyłączyć. Proszę, niech mnie pan nie zwalnia, błagam!”

Łzy spływały po jej policzkach. Jan milczał. Czul ciężar na sercu. Nie spodziewał się tego. W życiu widział wiele, ale nigdy pokojówkę tak przerażoną tylko z powodu zaśnięcia w pracy. Powoli uklęknął obok niej.

„Zosia, dlaczego nie spałaś w nocy?” zapytał łagodnie, głosem miękkim jak u ojca.

Otrząsnęła się, odwracając wzrok. „To przez moją mamę,” wyszeptała. „Jest chora. Całą noc się nią opiekowałam. Ciągle kaszlała i trzęsła się. Nie mogłam spać, ale musiałam przyjść do pracy. To ostatni dzień miesiąca. Potrzebuję wypłaty, żeby kupić jej leki.”

W piersi Jana coś się ścisnęło.

Pochylił się bliżej, patrząc w jej zalane łzami oczy. „A co z ojcem?”

Przełknęła ślinę. „Był taksówkarzem. Został postrzelony przez bandytów na drodze, gdy miałam 14 lat. Od tamtej pory jest tylko mama i ja.”

Jan nic nie odpowiedział. Po prostu słuchał.

„Byłam najlepszą uczennicą w liceum,” kontynuowała, a łzy spływały teraz szybciej. „Chciałam zostać lekarzem. Ale musiałam zrezygnować. Nikt nam nie pomógł. Nie było pieniędzy. Zostałam pokojówką, żeby przeżyć. To jedyny sposób, żeby kupić mamie lekarstwa.”

Jan patrzył na nią. W pokoju znów zapadła cisza.

W końcu wstał, otarł łzę z policzka i sięgnął po telefon.

„Kierowco,” powiedział. „Przygotuj SUV-a. Jedziemy w jedno miejsce.”

Zosia podniosła wzrok, zdezorientowana.

„Proszę pana?”

„Jedziesz ze mną,” odparł Jan. „Chcę poznać twoją matkę.”

Usta Zosi otworzyły się, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Tylko szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w niego, oszołomiona.

Kilka minut później jechali przez zakurzone ulice podkrakowskiej wioski. W powietrzu unosił się upał, a szyby samochodu drżały od hałasu miasta. Milioner nigdy tu nie był, a to, co zobaczył, złamało mu serce.

Zosia zaprowadziła go do małego domu – popękane ściany, zniszczone drzwi, w powietrzu czuć było zapach choroby. W środku Leokadia leżała na cienkim materacu na podłodze. Jej twarz była blada, ciało drżało przy każdym kaszlnięciu, włosy – szorstkie, usta – spierzchnięte.

Przykryta była wyblakłym kocem. Jan ukląkł. Nie mógł uwierzyć. Tak właśnie żyły. Matka dziewczyny, która czyściła jego podłogi. Kobieta, która kiedyś miała przed sobą przyszłość, teraz zredukowaPo chwili milczenia Jan wyciągnął telefon i powiedział: „To nie może tak dalej być – od dziś zaczyna się wasze nowe życie”.

Leave a Comment