Udzielił jej rozkazu: ‘Udawaj moją żonę przed wszystkimi’5 min czytania.

Dzielić

**Dziennik, 15 maja**

„Udawaj, że jesteś moją żoną przy wszystkich” – rozkazał milioner młodej dziewczynie. Kinga Nowak nigdy nie przypuszczała, że praca jako pokojówka w pięciogwiazdkowym hotelu w Warszawie zmieni jej życie na zawsze. Miała 24 lata i zaledwie pół roku temu przeprowadziła się z rodzinnej Łodzi, zabierając ze sobą tylko walizkę i marzenie o studiach z zarządzania.

Pensja w hotelu Marriott ledwo starczała na czynsz za małe mieszkanie na Mokotowie, ale była uczciwa i dawała nadzieję na lepszą przyszłość. Tego marcowego ranka powietrze było rześkie, a typowe dla Mazowsza błękitne niebo zapowiadało zwyczajny dzień. Kinga układała ręczniki na wózku, gdy usłyszała szybkie kroki na korytarzu piętnastego piętra. „Przepraszam, proszę pani” – zawołał męski głos z wyrafinowanym akcentem, charakterystycznym dla warszawskich elit.

Odwróciła się i zobaczyła wysokiego mężczyznę z kasztanowymi włosami, przyprószonymi siwizną przy skroniach, i intensywnymi ciemnymi oczami. Nosił nienaganny granatowy garnitur i skórzaną teczkę, która wyglądała na wartą więcej niż trzy miesiące jej pensji. „Tak, proszę pana? W czym mogę pomóc?” – odpowiedziała Kinga, nerwowo poprawiając uniform.

„Nazywam się Tomasz Kowalski. Potrzebuję twojej pomocy w czymś… niecodziennym” – powiedział, rozglądając się, jakby sprawdzał, czy są sami. „Czy możemy porozmawiać na osobności? To pilne.” Kinga zawahała się. Tomasz wyglądał na około 40 lat, a w jego oczach była mieszanina desperacji i determinacji. Nie wydawał się niebezpieczny, tylko zdesperowany.

„Dobrze, ale nie mogę długo. Muszę posprzątać inne pokoje.” Zaprowadził ją do małego saloniku na końcu korytarza, zarezerwowanego dla VIP-ów. Zamknął drzwi i odwrócił się do niej. „To, o co cię poproszę, może brzmieć dziwnie, ale potrzebuję twojej pomocy.” Wziął głęboki oddech. „Moja rodzina organizuje dziś kolację w restauracji „Belvedere”. To skomplikowane, ale… potrzebuję kogoś, kto udawałby moją żonę.”

Kinga otworzyła oczy szeroko. „Co proszę? Nawet pana nie znam!” – „Wiem, wiem. To brzmi jak szaleństwo” – przeczesał włosy dłonią. „Moja rodzina ma bardzo konkretne oczekiwania co do mojego życia osobistego. Myślą, że jestem żonaty od dwóch lat. Pozwoliłem im w to wierzyć, żeby uniknąć ciągłego nacisku.”

„A dlaczego pyta pan właśnie mnie? Są agencje do takich rzeczy, nie?” – spytała Kinga, szczerze ciekawa. „Potrzebuję kogoś autentycznego, kogo moja rodzina nie zna. Zapłacę ci 5000 złotych za wieczór. Tylko kolacja, kilka godzin. Musisz się uśmiechać i udawać, że mnie znasz.”

5000 złotych. To było więcej niż połowa jej miesięcznej pensji. Z taką sumą mogła opłacić zaległe czesne i jeszcze zostało jej na jedzenie. „Dlaczego miałabym panu zaufać?” – spytała, krzyżując ręce.

Tomasz spojrzał jej w oczy i po raz pierwszy od początku tej rozmowy Kinga zobaczyła w jego twarzy prawdziwą wrażliwość. „Bo jestem z tobą szczery od początku. Mógłbym wymyślić historię, ale wybrałem prawdę.” Wyciągnął dłoń. „Mam firmę technologiczną. 42 lata. Nigdy nie byłem żonaty, a moja rodzina uważa, że jestem życiowym nieudacznikiem.”

Kinga spojrzała na jego dłoń, potem w twarz. Coś w jego wyrazie twarzy poruszyło ją. „Kinga Nowak” – powiedziała, ściskając jego dłoń. „24 lata, studentka zarządzania i, jak się okazuje, twoja tymczasowa żona.”

Tomasz po raz pierwszy się uśmiechnął, a Kinga zauważyła, jak to zmieniło jego twarz. „Więc? Zgadzasz się?” – „Tak. Ale z warunkami” – wyprostowała ramiona. „Żadnego fizycznego kontaktu poza uściskiem dłoni. Odwieziesz mnie o 21:00 i zapewnisz bezpieczny powrót. A jeśli ktoś zapyta o szczegóły naszego małżeństwa, zmieniasz temat.”

„Idealnie. Odbiorę cię o 19:00.” Tomasz zapisał sobie jej adres. „Kinga, dziękuję. Nie wiesz, jaką ulgę mi to przynosi.”

Gdy wyszedł, Kinga została sama, patrząc na wizytówkę, którą jej zostawił. *Tomasz Kowalski, prezes TechPol, Warszawa*. Adres firmy był w prestiżowym wieżowcu przy alei Jana Pawła. Po raz pierwszy od miesięcy zastanawiała się, czy nie pakuje się w coś znacznie większego, niż sądziła.

O 19:00 czarny Mercedes zatrzymał się przed jej blokiem na ulicy Marszałkowskiej. Kinga wybrała prostą granatową sukienkę, pożyczoną od sąsiadki, i czarne płaskie buty kupione na wyprzedaży. Tomasz wysiadł i otworzył jej drzwi, nienaganny w ciemnoszarym garniturze. „Wyglądasz pięknie” – powiedział szczerze. Kinga poczuła, jak rumieniec wypełza na jej policzki.

W drodze do „Belvedere” Tomasz opowiedział jej o swojej rodzinie. „Mój ojciec, Jan Kowalski, ma 70 lat. Ma kilka firm budowlanych i jest… tradycjonalistą. Uważa, że mężczyzna w moim wieku powinien mieć żonę i co najmniej dwoje dzieci.” – „A mama?” – „Mama, Ewa, ma 68 lat. Jest łagodniejsza, ale równie zaniepokojona moim życiem.”

„Masz rodzeństwo?” – spytała Kinga. „Tak, siostra, Agnieszka, ma 38 lat. Jest mężatką, ma dwóch synów. Zawsze była wzorową córką.” W jego głosie było trochę goryczy. „A mój młodszy brat, Marek, ma 35 lat. Jest singlem, ale od pięciu lat z tą samą dziewczyną. I tak cała presja spada na mnie.”

Kinga obserwowała profil Tomasza podczas jazdy. W jego ramionach była napięcie, którego wcześniej nie zauważyła. „Dlaczego nigdy się nie ożeniłeś?” – zapytała cicho.

Tomasz milczał przez chwilę. „Miałem poważny zwiążek, gdy miałem 35 lat. Trwał trzy lata. Ona chciała ślubu, dzieci. Ja też tak myślałem. Ale gdy przyszło co do czego… zrozumiałem, że byłem z nią tylko dlatego, że tego oczekiwano.”

„A czego ty chciałeś?” – „Wolności. Czasu, by odkryć, kim naprawdę jestem.” Spojrzał na nią. „Brzmi egoistycznie.” – „Brzmi uczciwie” – odparła Kinga. „L„Niech będzie prawda” – powiedziała Kinga, biorąc Tomasza za rękę i uśmiechając się, wiedząc, że ich niezwykła historia dopiero się zaczyna.

Leave a Comment