Uważałem, że żartuje, gdy poprosił mnie o porwanie. Aż zobaczyłem siniaki pod kołnierzem.2 min czytania.

Dzielić

**Część 1: Diabeł w Niedzielnym Garniturze**

**Rozdział 1: Żar i Cisza**

Znasz ten upał, który wisi na piersi jak mokry koc? Tak było tego wtorku w okolicach Poznania. Asfalt falował, rozgrzany do białości, a horyzont zdawał się topić w powietrzu. My, Żelazni Święci, jechaliśmy od świtu. Byliśmy zmęczeni, głodni i spragnieni.

Zatrzymaliśmy się w „U Wielkiego Stacha”, przygodnej knajpie, która pachniała spaloną kiełbasą i starym piwem. To było takie miejsce, gdzie kelnerka mówi do ciebie „Kochanie”, ale wygląda, jakby mogła cię powalić patelnią, gdybyś się wychylał. Zajęliśmy dwa duże boksy z tyłu, kaski na stole, śmiejąc się głośno, przeklinając na całego. Nie obchodziło nas, kto patrzy.

Wyszedłem na zewnątrz zapalić, gdy reszta zamawiała. Oparłem się o moją maszynę, customowego softaila, moją dumę i radość, i zapaliłem papierosa. Wtedy go zobaczyłem.

Chłopaka.

Siedział na krawężniku obok lśniącego czarnego SUV-a. Audi. Idealnie czyste. Zupełnie niepasujące do naszych zardzewiałych pickupów i zakurzonych motorów. Silnik pracował, klimatyzacja pewnie na full, ale chłopak był na zewnątrz w trzydziestostopniowym upale.

Wpatrywał się we mnie. Nie tak, jak zwykle dzieciaki — z podziwem czy ekscytacją na widok motocykli. Analizował mnie. Jakby kalkulował szanse.

Zaciągnąłem się, wypuściłem dym w stronę słońca i skinąłem głową. „Fajne buty, dzieciaku”, mruknąłem, wskazując na jego nowiutkie adidasy.

Nie uśmiechnął się. Wstał. Spojrzał w stronę okna knajpy, potem na przytłumione szyby SUV-a. I ruszył w moją stronę. Szybko.

Nie wyglądał na zbłąkanego. Był czysty. Zbyt czysty. Koszulka polo wpuszczona w spodnie. Ale gdy podszedł bliżej, zobaczyłem, że pot na jego czole nie był tylko od upału. Był blady. Spocony.

Stanął tuż przede mną. „Zgubiłeś się, mały?”

Przełknął ślinę. Widziałem, jak drży mu gardło. Wyciągnął rękę i chwycił moją skórzaną kurtkę. Ścisnął tak mocno, że kostki mu zbieZ czasem ten mały chłopiec dorósł, ale jego serce zawsze pozostało Żelaznym Świętym, tak jak nasze, gotowym stanąć w obronie tych, którzy nie mają siły, by bronić się sami.

Leave a Comment