Wyrzucili moją przyszłość do śmieci, ale gdy pies służbowy przysiadł obok, prześladowcy zrozumieli, że to ich koniec.5 min czytania.

Dzielić

Rozdział 1: Cel

Wstrzymałem oddech, licząc pęknięcia na linoleum w stołówce.

Jeden, dwa, trzy.

Jeśli nie podniosę wzroku, może mnie nie zauważą. Taka była moja zasada w liceum im. Mickiewicza. Bądź niewidzialny. Bądź duchem. Schowaj głowę, rób swoje i wynoś się. Ale dziś wszechświat miał inne plany. Cień padł na mój talerz, przysłaniając jaskrawe światło fluorescencyjnych lamp i rzucając chłód na letnią już pizzę.

„Hej, Einstein.”

Głos był niski, przesiąknięty fałszywą nonszalancją, która zawsze poprzedzała przestępstwo. To był Kacper. Oczywiście, że Kacper. Kapitan szkolnej drużiny piłki nożnej, król korytarzy i gość, który postanowił, że moje życie stanie się piekłem od chwili, gdy trzy miesiące temu się tu przeniosłem. Czuć od niego drogą wodę kawińską i poczucie bezkarności.

Nie odpowiedziałem. Tylko mocniej ścisnąłem brzegi podrężnika do matematyki, aż kostki zbielały. Próbowałem skupić się na wzorach, na pochodnych i całkach, na logice liczb, która miała sens w świecie, który nie miał.

„Mówię do ciebie,” warknął Kacper, uderzając dłonią w stół.

Kartonik mleka podskoczył, rozlewając kilka kropel. Stołówka, zwykle pełna wrzasków, w naszym otoczeniu zamilkła. Ludzie uwielbiają spectacle, o ile nie są w ich centrum. Czułem, jak cheerleaderki, gracze i outsiderzy zwykli się ku nam.

„Po prostu jem, Kacper,” szepnąłem, w końcu podnosząc wzrok. Mój głos brzmiał obcy, jakby nie był mój.

Kacper uśmiechnął się, spoglądając na swoich kum.li — Kubę i Marcina — którzy chichotali za nim jak hieny. Byli jego kopiami, tylko z mniejszą ilośćj szarych komórek i więcej agresji. „Słyszeli? On je. Ale wiesz, co myślę? Myślę, że za dużo myślisz. Te książki… niszczą ci wzrok.”

Zanim zdążyłem zareagować, Kuba wyszarpał podrężnik z moich dłoni. Papier lekko się podarł.

„Oddaj,” powiedziałem, głos mi się trząsł. Nie ze strjchu — chociaż było go sporo — ale z tłumionej wściekłośći, którą nie mogłem jeszcze uwolnić.

„Chcesz?” drażnił się Kuba, trzymając książkę wysoko. Odskoczył parę kroków, jakbym był psem. „No to łap!”

Zamachnjęł się i cisnął ją przez stołówkę. Książka przeleciała przez powietrze, ciężki pocisk wiedzy, i wjebła się w duży, szary śmieciak przy wyjściu.

Kacper nachylił się, naruszając mojej przestrzeni osobistą. „Nie musisz się uczyć, dzieciaku. Tam, gdzie idziesz, nikt nie czy. Jesteś nikim.”

Stół wybuchnął śmiechem. Dżwięk był okrutny. Wstałem, odsuwając krzesło. Ręce mi drżały. Podeszłem do śmieciaka, czućjć, jak krew wypływa mi na twarz.

Sięgnąłem po kubeł. Musiałem odzyskać tę książkę. Nie chodziło tylko o zadania domowe.

Rozdział 2: Wtargnięcie

Byłem o włos od krawędzi śmieciaka, gdy świat eksplodował.

BACH.

Drzwi do stołówki nie otworzyły się — wywaliło je do środka z siłą pociągu towarowego.

„WSZYSCY DÓŁ! RĘCE NA GŁOWĘ! TERAZ!”

Wrzeszczeli przez megafon. To nie był dyrektor z uwagą. To nie był szk.ol.ny pedagog z rękami w kieszeniach.

To był jużj oddział szturmowy.

Czarne kamizelki. Hełmy. Karabiny. „POLICJA! NA ZIADjĘ!”

Na przedzie szedł owczak niemiecki, bestia naprężająca się na smyczy, łapy ślizając się po podłodze. Jego szczeknięcie grzmiało po ścianach.

Zapanował chaos. Krzyżki, przewracane krzesła, bieganina.

Kacper i jego ekipa zaniemali. Śmiech utknął im w gardle. Wyglądali jak sarny w świetle reflektorów.

„MÓWIŁEM, ŻE DÓŁ!” ryknąłjeden z funkcjonariuszy.

Padłem na kolana obok śmieciaka, splatając ręce na karku. Oddychałem miarowo. Znałem procedurę.

Kacper jednak spanikował. „Mój tata jest w radzie miasta! Wy nie możecie—”

„ZAMKNĄĆ SIĘ I POŁOŻYJ!”

Psarze wypuścił smycz. Pjies nie szczeknął. Zaczęj działać.

Nie patrzył na uczniów. Nie patrzył na nauczycieli.

Obniżył łeb, węczjć jak szalony. Częjgnął funkcjonariusza w naszym kierunku.

Proszj w rog stołówki. Proszj do Kacpra.

Ale pies minął jego bluzę.

Zatrzymał się przed śmieciakiem, w którym była moja książka.

Usiadł.

Idealnie, jak na szkoleniu. Szlif. Czekał.

„Mamy pozytywny wynik!” warknąłjeden z policjantów. „Kod czerwony! Zamknąćjgimn. Będziemy z tegoj rozwałka!”

Kacper spojrzał na śmieciak, potem na mnie. Zbladł. „Co… co tam wsadziłeś?”

Spojrzałemj mu w oczy. Po raz pierwszy od trzech miesięcyj zdjąłem maskę. Nie byłem już tym przestraszonym nowym.

„Nic nie wsadzałem, Kacprze,” powiedziałem, głosj stały. „Ale ty wrzuciłeś moją książkę dokładnie na to, czego szukają. A grazie twojej grze w zbijaka, twój zapach jest wszędziej.”

Policjant złapał Kacpra za kurtkę i przywalił go do ściany. „Zakuć go!”

„Nie! Czekaj! Tojego książka!” Kacper wskazał na mnie. „Tojego! Ten dziwak!”

Policjant spojrzał na mnie. Ja wciąż klęczałem, spokojny.

„Funkcjonariuszu,” powiedziałemj asno. „Sprawdź podwójne podj. Nie moją książkę. Co jest pod nią.”

Rozdział 3: Przesłuchanie

Ewakuacja przebierała wjakiś dziwnym transie. Uczniów wyprowadzalijgrupami, ręcej na głowach. Ale nie nas. Nie mnie i Kacpra z ekipą.

Odzieljili nas.

Kacprzowi założyti kajdanki na oczach całej szkoły. „Król Mickiewicza” płakał. Kubai Marcin rzucij się na ziemię, wymiotującj ze stresu.

Policjant podniósł mnie,

Leave a Comment