Wyrzucili moje marzenia do śmieci, ale gdy pies policyjny stanął na straży, ich świat legł w gruzach.3 min czytania.

Dzielić

Rozdział 1: Cel

Wstrzymałem oddech, licząc pęknięcia na linoleum w stołówce.

Jeden, dwa, trzy.

Jeśli nie podniosę wzroku, może mnie nie zauważą. Taka była moja zasada w Liceum Kopernika. Bądź niewidzialny. Jak duch. Schowaj głowashy, rób swoje i wychodź. Ale tego dnia wszechświat miał inne plany. Cień padł na mój tackę, przysłaniając ostre światło jarzeniówek i owiewając chłodem moją letnią pizzę.

„Hej, Einstein.”

Głos był niski, przesiąknięty tym fałszywie swobodnym tonem, który zawsze poprzedzał przemoc. To był Kacper. Oczywiście, że Kacper. Kapitan drużyny piłki nożnej, król korytarzy i gość, który uznał, że moje życie ma być piekłem od dnia, gdy trzy miesiące temu się tu przeniosłem. Pachniał drogą wodą kolońską i poczuciem wyższości.

Nie odpowiedziałem. Tylko mocniej ścisnąłem brzegi podręcznika do matematyki, aż kostki zrobiły się białe. Próbowałem skupić się na wzorach, pochodnych i całkach, na logice liczb, która miała sens w świecie, który jej nie miał.

„Mówię do ciebie!” – Kacper warknął, uderzając dłonią w stół.

Kartonik z mlekiem podskoczył, rozlewając kilka kropel. Stołówka, zwykle pełna wrzawy, w naszej okolicy zamilkła. Ludzie uwielbiają widowisko, o ile nie są jego głównymi aktorami. Czułem na sobie spojrzenia cheerleaderek, graczy i tych, którzy zawsze się wymigiwali.

„Po prostu jem, Kacper” – szepnąłem, w końcu podnosząc wzrok. Mój głos brzmiał cicho, obco we własnych uszach.

Uśmiechnął się, spoglądając na swoich kumpli – Kubę i Darka – którzy chichotali za nim jak hieny. Byli jego kopiami, tyle że z mniejszą ilością neuronów i większą agresją. „Słyszeliście? On je. Ale wiesz co myślę? Myślę, że za dużo myślisz. Te wszystkie książki… szkodzą na oczy.”

Zanim zdażyłem zareagować, Kuba wyrwał mi książkę z rąk. Papier lekko się podarł.

„Oddaj” – powiedziałem, drżącym głosem. Nie ze strachu – choć go nie brakowało – ale z powściąganej wściekłości, której jeszcze nie mogłem pokazać. Nie teraz. Nie mogli zobaczyć, kim naprawdę jestem.

„Chcesz ją?” – Kuba przedrzeźniał, trzymając książkę wysoko nad głową. Cofnął się kilka kroków, bawiąc się w berka, jakbym był psem. „No to ją złap!”

Zamachnął się i rzucił książką przez całą salę. Poleciała w powietrzu, ciężki pocisk wiedzy, i wylądowała z głuchym trzaskiem w wielkim, szarym koszu na śmieci przy wyjściu. Plastikowy worek zaszeleścił, gdy moja przyszłość – notatki, zadania, kody, które rozszyfrowałem – zatonęła w śmieciach, spoczywając na niedojedzonych burgerach i ogryzkach.

Kacper nachylił się, wchodząc w moją przestrzeń osobistą. „Nie musisz się uczyć, dzieciaku. Tam, gdzie ty zmierzasz, nikt nie czyta. JAle wtedy usłyszeliśmy wycie syren i zobaczyliśmy błyski niebieskich świateł przez okna stołówki, a ja wiedziałem, że moja gra dopiero się zaczyna.

Leave a Comment