Zanim opadł topór, córka szepnęła strażnikom jedno zdanie. Dzień później wstrząsnęło to całym krajem.5 min czytania.

Dzielić

Tuż przed wykonaniem wyroku śmierci przez śmiertelny zastrzyk, osadzony w celi śmierci złożył ostatnie życzenie: chciał zobaczyć swoją małą córkę, której nie trzymał na rękach od trzech lat.

To, co szepnęła mu do ucha, rozwikłało pięcioletnie skazanie, obnażyło korupcję na najwyższych szczeblach wymiaru sprawiedliwości i ujawniło tajemnicę, na którą nikt nie był przygotowany.

Zegar na ścianie wskazywał szóstą rano, gdy strażnicy otworzyli celę Daniela Nowaka, który ostatnie pięć lat spędził w celi śmierci w Areszcie Śledczym we Wrocławiu.

Przez pięć lat Daniel wykrzykiwał swoją niewinność w betonowe ściany, które nigdy nie odpowiadały. Teraz, mając zaledwie godziny do planowej egzekucji, miał tylko jedną prośbę.

“Chcę zobaczyć córkę”, powiedział ochrypłym głosem. “Tylko raz. Proszę, pozwólcie mi zobaczyć Emilkę, zanim to się skończy”.

Jeden strażnik spojrzał na niego ze współczuciem. Drugi pokręcił głową.

Ale prośba dotarła do biura Naczelnika Roberta Mazura, sześćdziesięcioletniego weterana, który nadzorował więcej egzekucji, niż chciałby pamiętać. Coś w sprawie Daniela zawsze go niepokoiło. Dowody wydawały się niepodważalne – jego odciski palców na broni, krew na ubraniu, zeznania sąsiada, który twierdził, że widział go wychodzącego z domu tamtej nocy.

A jednak oczy Daniela nigdy nie przypominały oczu zabójcy.

Po długiej chwili wahania Mazur wydał rozkaz. “Przyprowadźcie dziecko”.

Trzy godziny później biały samochód służbowy wjechał na teren więzienia. Wysiadła pracownica socjalna, trzymając za rękę ośmioletnią dziewczynkę o blond włosach i poważnych niebieskich oczach.

Emilka Nowak szła korytarzem więzienia bez płaczu. Bez drżenia. Więźniowie milkli, gdy przechodziła.

Gdy weszła do pokoju widzeń, Daniel był zakuty w kajdany przy stole, chudszy niż zapamiętała, w wyblakłym pomarańczowym kombinezonie.

“Moja mała…”, szepnął, a łzy napłynęły mu do oczu.

Emilka podeszła powoli. Nie pobiegła. Nie rozpłakała się.

Przytuliła go.

Przez pełną minutę żadne nie odezwało się słowem.

Wtedy pochyliła się do jego ucha i szepnęła coś, czego nikt inny nie mógł usłyszeć.

To, co stało się potem, oszołomiło każdego strażnika w pomieszczeniu.

Daniel zbladł. Całe jego ciało zaczęło drżeć. Spojrzał na córkę z mieszaniną przerażenia i nagłej, gorącej nadziei.

“Jesteś pewna?” – zapytał, a głos mu się załamał.

Skinęła głową.

Daniel zerwał się na równe nogi tak gwałtownie, że jego krzesło z hukiem przewróciło się na podłogę.

“Jestem niewinny!” – krzyknął. “Teraz mogę to udowodnić!”

Strażnicy rzucili się do niego, myśląc, że stawia opór. Ale on z nimi nie walczył. Płakał – szlochał z desperacją, która była inna niż beznadzieja minionych pięciu lat.

Naczelnik Mazur obserwował wszystko z monitora w swoim gabinecie.

Coś się zmieniło.

W ciągu godziny podjął decyzję, która naraziła na szwank całą jego karierę. Zadzwonił do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu i zażądał 72-godzinnego wstrzymania egzekucji.

“Jakie nowe dowody?” – domagał się głos po drugiej stronie.

Mazur wpatrywał się w zatrzymany obraz twarzy Emilki.

“Dziecko, które było świadkiem”, powiedział cicho. “I myślę, że skazaliśmy niewłaściwego człowieka”.

Dwieście kilometrów dalej, na podwrocławskim osiedlu, emerytowana adwokat, Małgorzata Szymańska, lat 68, o mało nie upuściła filiżanki kawy, widząc reportaż w wiadomościach.

Na początku swojej kariery nie zdołała uratować niewinnego człowieka – pomyłka, która prześladowała ją przez dziesiątki lat.

Gdy zobaczyła oczy Daniela Nowaka w telewizji, rozpoznała to samo spojrzenie.

W ciągu kilku godzin Małgorzata przeszukiwała pięcioletnią dokumentację sprawy morderstwa żony Daniela.

To, co znalazła, głęboko ją zaniepokoiło.

Prokurator, który zabezpieczył skazanie Daniela, a obecnie sędzia Alan Broński, miał osobiste powiązania biznesowe z młodszym bratem Daniela, Michałem Nowakiem – który odziedziczył większość majątku rodziców krótko po aresztowaniu Daniela.

Jeszcze dziwniejsze: żona Daniela, Laura Nowak, na kilka tygodni przed śmiercią przeglądała dokumenty finansowe i prawne.

Małgorzata zaczęła łączyć kropki, których nikt inny nie chciał widzieć.

Tymczasem Emilka przestała całkowicie mówić po wizycie w więzieniu. W państwowym domu dziecka, gdzie mieszkała od sześciu miesięcy pod opieką wuja Michała, komunikowała się tylko za pomocą rysunków.

Jeden rysunek się wyróżniał.

Przedstawiał dom. Kobietę na podłodze. Mężczyznę w niebieskiej koszuli stojącego nad nią. I jeszcze jedną małą postać chowającą się na korytarzu.

Daniel nigdy nie miał niebieskiej koszuli.

Michał nosił je stale.

Z mniej niż 30 godzinami pozostałymi do egzekucji, Małgorzata otrzymała telefon od mężczyzny, który zniknął pięć lat wcześniej: od Edwarda Kowalskiego, byłego ogrodnika rodziny.

“Widziałem, co się wydarzyło tamtej nocy”, powiedział. “I jest coś jeszcze większego, czego pani nie wie”.

To, co ujawnił, wstrząsnęło całym województwem.

Laura Nowak nie zmarła tamtej nocy.

Edward znalazł ją ledwie żywą i pomógł jej uciec, zanim Michał mógł dokończyć, co rozpoczął. Ciało z pobliskiego szpitala – błędnie zidentyfikowane na podstawie sfałszowanej dokumentacji stomatologicznej – zostało użyte do upozorowania jej śmierci.

Laura ukrywała się przez pięć lat.

Czekając.

I miała nagrania.

Nagrania audio, na których Michał jej grozi – oraz sędzia Alan Broński dyskutujący, jak “zająć się” Danielem i dzieckiem.

Zanim Małgorzata dotarła do bezpiecznego domu pod Jelenią Górą, stanęła twarzą w twarz z kobietą, którą świat uważał za zmarłą.

Laura Nowak żyła.

I była gotowa zeznawać.

We Wrocławiu Daniel po raz pierwszy od lat spokojnie spał.

Teraz wiedział, co szepnęła mu jego córka:

“Mama żyje. Widziałam ją”.

W ciągu 24 godzin, uzbrojona w nagrania audio, dokumenty finansowe, psychologiczne oceny traumatycznych rysunków Emilki oraz zeznania Laury i Edwarda, MałgorI na końcu tego wszystkiego stała ośmioletnia dziewczynka, która odnalazła w sobie odwagę, by szepnąć prawdę, która wszystko zmieniła.

Leave a Comment