Zemsta motocyklistów za skrzywdzoną nastolatkę2 min czytania.

Dzielić

Motocykliści znaleźli mnie schowaną pod mostem z moim dzieckiem i nie odjechali, dopóki nie powiedziałam im, kto to zrobił.

Pięciu potężnych mężczyzn w skórzanych kamizelkach otoczyło karton, w którym mieszkałam od trzech tygodni. Kiedy zobaczyli moją dwumiesięczną córeczkę owiniętą w brudną kurtkę, największy z nich zaczął płakać.

Mam na imię Kasia i mam szesnaście lat. A przynajmniej tyle miałam, gdy to się wydarzyło. Teraz jestem już siedemnastolatką. Ale wtedy byłam nastoletnią matką, żyjącą pod wiaduktem w listopadzie z noworodkiem i siedemnastoma złotymi w kieszeni.

Uciekłam z domu zastępczego, gdy byłam w siódmym miesiącu ciąży. Mój opiekun dowiedział się, że jestem w ciąży, i dał mi dwa wyjścia: aborcja albo wynocha.

Odmówiłam aborcji. Więc wyrzucił mnie. Dosłownie – wrzucił moje ubrania do worka na śmieci i kazał mi więcej nie wracać.

Nikt mi nie uwierzył, gdy próbowałam powiedzieć, dlaczego naprawdę zaszłam w ciążę. Że mój opiekun gwałcił mnie od czternastego roku życia. Że to jego dziecko. Że nie miałam dokąd pójść.

Opieka społeczna stwierdziła, że kłamię, żeby uniknąć konsekwencji za “rozwodzenie się”. Moja pracownica socjalna uznała, że składam fałszywe oskarżenia, bo jestem zła za „niesubordynację”. Policja powiedziała, że nie ma dowodów, a ja mam historię „problemów behawioralnych”.

Więc żyłam na ulicy. Najpierw siedem miesięcy ciąży, potem osiem, potem dziewięć. Spałam w parkach, na dworcach i pod mostami. Jadłam ze śmietników. Kradłam jedzenie, gdy musiałam.

Urodziłam córeczUrodziłam córeczkę w toalecie na stacji benzynowej o trzeciej nad ranem, zupełnie sama, bez pomocy lekarza, gryząc w zębach swój zniszczony sweter, by nie krzyczeć z bólu, a gdy już ją trzymałam w drżących rękach, przecięłam pępowinę nożem, który ukradłam wcześniej w sklepie.

Leave a Comment