Dziesięcioletnia Zosia Nowak znalazła mężczyznę w bagażniku. Mieszkała z babcią w zniszczonym przyczepie kempingowej na skraju złomowiska, gdzie jej babcia, Halina, pracowała jako księgowa dla właściciela, pana Nowaka. Zosia większość czasu spędzała, wałęsając się pomiędzy zardzewiałym złomem i porzuconymi samochodami, tworząc wyimaginowane światy w ruinach zapomnianej własności obcych ludzi.
Była drobna jak na swój wiek, z poplątanymi, jasnobrązowymi włosami, które opierały się każdemu próbowaniu ich ułożenia przez babcię. Jej ubrania były czyste, ale znoszone, pochodziły z darów od parafii. Jej twarz była niezwykła: znamię, malinowe piętno, pokrywało lewą stronę jej policzka, sięgając od skroni aż do żuchwy. Nauczyła się z tym żyć, choć spojrzenia obcych zawsze ją raniły.
Tego słonecznego popołudnia Zosia eksplorowała świeżo przywieziony wóz, czarne sedan, który wyglądał na stosunkowo nietknięty w porównaniu do reszty złomu na podwórku. Zaintrygowana, obeszła auto i zauważyła luksusową markę. Wydawało się dziwne, że taki ładny samochód skończył właśnie tutaj. Wtedy coś usłyszała: stłumiony łomot dochodzący z bagażnika.
Zosia zastygła, serce waliło jej jak młot. Odgłos powrócił, tym razem bardziej natarczywy. Rozejrzała się po złomowisku, ale nikogo nie było w pobliżu. Ostrożnie podeszła do tyłu pojazdu. „Halo?” – zawołała niepewnie. Odgłosy stały się frenetyczne. Stłumiony, pełen desperacji głos próbował coś mówić z wnętrza.
Dłonie Zosi drżały, gdy próbowała otworzyć klapę, ale była zamknięta. Pobiegła i znalazła łom oparty o stos metalu. Potrzebowała wszystkich swoich sił, by zanieść go do samochodu. „Spróbuję otworzyć!” – krzyknęła. „Trzymaj się!”
Po kilku próbach, zmagając się z ciężkim narzędziem, bagażnik w końcu otworzył się z metalicznym zgrzytem. W środku był mężczyzna, związany linami i zakneblowany taśmą. Miał około czterdziestki, ciemne, falujące włosy i twarz w siniakach. Jego granatowy garnitur był podarty i brudny. Gdy zobaczył Zosię, jego oczy rozszerzyły się.
Zosia ostrożnie zdjęła mu taśmę z ust. Mężczyzna złapał powietrze. „Dzięki Bogu” – wyjąkał. „Proszę, rozwiąż mnie szybko.” Zosia pracowała nad węzłami swoimi małymi palcami. Gdy tylko jego ręce były wolne, pomógł jej z linami na nogach. Wyszedł z bagażnika z trudem, krzywiąc się z bólu, i oparł się o auto.
Spojrzał na złomowisko, a potem na Zosię. Przez długą chwilę tylko wpatrywał się w jej twarz z nieczytelnym wyrazem. Instynktownie Zosia dotknęła swojego znamienia. „Czy pan jest w porządku? Mam zawołać babcię albo policję?”
Mężczyzna wciąż na nią patrzył i nagle jego oczy wypełniły się łzami. Upadł na kolana, by znaleźć się na poziomie jej wzroku. Jego dłoń, drżąca, wyciągnęła się w kierunku jej twarzy, ale zatrzymała się tuż przed dotknięciem.
„Jak masz na imię?” – zapytał, mając głowę pełną emocji. „Zosia. Zosia Nowak. A pan?” „Wojciech. Wojciech Kowalski.” Nie mógł oderwać wzroku od jej znamienia. „Ile masz lat, Zosiu?” „Dziesięć. W lutym skończę jedenaście.” Przeniosła ciężar z nogi na nogę, czując się niekomfortowo. „Pan jest pewien, że wszystko w porządku? Pan płacze.”
Wojciech otarł oczy szorstkim ruchem. „Zosiu, muszę zadać ci bardzo ważne pytanie. Mieszkasz tu z rodzicami?” „Z babcią. Moi rodzice zginęli, jak byłam mała. Wypadek samochodowy. Nie pamiętam ich.” „Czekaj.” Wojciech delikatnie chwycił ją za ramię. „Powiedz mi, proszę, jak na imię i nazwisko twojej babci.” „Halina Nowak. Dlaczego?”
Wojciech zamknął oczy, a łzy popłynęły. „A twojej mamy. Wiesz, jak miała na imię?” Zosia uznała pytania za dziwne, ale odpowiedziała: „Katarzyna. Katarzyna Nowak. Zachowała panieńskie nazwisko.”
Wojciech wydał z siebie dźwięk pomiędzy śmiechem a łkaniem. Drżącymi rękami wyjął z kieszeni marynarki drogą, skórzaną portfel i pokazał jej zdjęcie. Była na nim młoda kobieta, około dwudziestki, z brązowymi włosami i pięknym uśmiechem. Po lewej stronie jej twarzy było znamię, identyczne jak u Zosi.
Zosia oniemiała. „Ona wygląda jak ja. Kto to?” „Nazywała się Katarzyna. Katarzyna Kowalska. Była moją córką.” Głos Wojciecha się załamał. „Uciekła z domu, gdy miała 19 lat. Pokłóciliśmy się okropnie. Próbowałem kontrolować jej życie i byłem zbyt dumny, by za nią pojechać. Myślałem, że wróci.”
Delikatnie dotknął zdjęcia. „Szukałem jej latami. Gdy detektywi ją w końcu znaleźli, już odeszła. Wypadek samochodowy. Powiedzieli, że urodziła dziecko, ale nie było śladu po niemowlęciu. Szukałem mojej wnuczki przez dziesięć lat.”
Zosia poczuła zawrót głowy. „Pan myśli, że ja jestem… A mój tata? Jakub Nowak?” Wojciech powoli skinął głową. „Katarzyna wyszła za Jakuba Nowaka. Twoja babcia, Halina Nowak, to w rzeczywistości była Halina Nowak. Jakub był jej synem. Po wypadku zabrała cię i zmieniła nazwisko, abym cię nie znalazł. Dlatego nigdy cię nie znaleźliśmy.”
„Pan mówi, że jest pan moim dziadkiem?” „Wierzę, że tak. Zosiu, twoje znamię jest dziedziczne. Było w mojej rodzinie. Szansa, że dwie niespokrewnione osoby mają identyczne znamiona w dokładnie tym samym miejscu, jest astronomicznie mała.” „Mama też je miała?” „Tak, i była piękna, dokładnie tak jak ty. Byłem głupcem, że ją od siebie odepchnąłem.”
Wojciech wyjaśnił, że był prezesem firmy farmaceutycznej „Kowalski Pharma” i że porwali go rywale biznesowi, by zmusić go do sprzedaży firmy. „Uratowałaś mi życie, Zosiu.”
Poszli do przyczepy. Gdy otworzyły się drzwi, babcia Halina zbladła i pobiegła do telefonu.„Wszystko w porządku, babciu” – powiedziała szybko Zosia – „Znalazłam go, a on mówi, że jest moim drugim dziadkiem”.



