*Zapiski z pamiętnika*
Czy zdarzyło wam się stracić wszystko przez pochopne osądy? Pewnej burzowej nocy w Poznaniu do restauracji „Złoty Róg” wszedł mężczyzna wyglądający jak włóczęga: przemoknięte buty, wytarta kurtka, zarost nieuczesany. Recepcjonistka zawahała się, ale kelnerka Jadwiga Nowak, lat 32, wskazała mu stolik i zaproponowała kawę. Kierownik Marek Kowalski widząc to, postanowił upokorzyć gościa.
Nieznajomy otworzył menu z pewnością siebie. „Poproszę najdroższy stek, średnio wysmażony, z purée i warzywami.” Marek zaśmiał się głośno: „To nie jadłodajnia dla bezdomnych.” Jadwiga poczuła palący wstyd – sama znała smak zbierania groszy na leki dla matki i zaległe czesne brata.
W kuchni Marek szepnął do kucharza: „Podaj mu mięso, które wróciło z talerza i leżało w odrzutach. Nawet nie zauważy.” Kucharz drżąc, posłuchał. Gdy danie wyszło, lśniące od masła, Jadwidze zabrakło tchu. Nie mogła protestować – straciłaby pracę, a z nią jedyne oparcie dla rodziny.
Drżącymi dłońmi chwyciła serwetkę i napisała szybko niebieskim długopisem: „Nie jedz. Kierownik kazał podać mięso ze śmietnika. Udaj, że próbujesz, i wyjdź do mnie za kuchnię.” Wsunęła kartkę gościowi, układając sztućce.
Mężczyzna przeczytał. I coś w nim pękło. Wyprostował się, wzrok stał się ostry. Spokojnie odkroił kawałek, uniósł do ust… i nagle się zatrzymał. Wyjął z kieszeni nowoczesny telefon, wybrał numer i rzucił cicho: „Doktorze Tomaszu, teraz.” Marek rzucił się, by wyrwać mu komórkę, ale gość złapał go za przegub z siłą, która zaskoczyła wszystkich. „Lubisz bawić się zdrowiem ludzi?” – zapytał.
Minuty później weszło dwóch mężczyzn w garniturach, zamknęli drzwi i pokazali identyfikatory „Grupy Szlachetny Płomień”, właściciela restauracji. Tomasz ogłosił: „To jest Hubert Wolski.” W sali zrobiło się zimno. Hubert – tajemniczy założyciel, postać, którą wszyscy się trwożyli i podziwiali. Wskazał na talerz: „Zbadajcie to.” Wynik był szybki: mięso nie spełniało norm.
Marek próbował obwinić Jadwigę, ale Hubert rozwinął zmiętą serwetkę. „Ona chciała mnie uratować” – powiedział, a w jego głosie czuć było gniew i szacunek. Marka wyprowadzono w kajdankach, a kucharz, ulżywy, obiecał zeznawać.
Tej samej nocy Hubert zebrał zespół w pustej sali. Oświadczył, że przejrzą każdy monitoring, każdą fakturę, zmienią dostawców. „Kto chroni klienta, tego i ja ochronię” – obiecał. A Jadwiga po raz pierwszy poczuła, że nie jest sama.
Tydzień później „Złoty Róg” otworzył się po remoncie. Wśród gości nagle wtargnął młodzieniec z słoikiem pełnym karaluchów – zemsta opłacona przez Marka. Jadwiga zareagowała instynktem, złapała słoik, zanim upadł. OchW głębi sali Hubert wstał, klaszcząc, a gdy podszedł do niej, szepnął tylko: „Odwaga zasługuje na nagrodę” i wręczył jej klucze do nowego mieszkania, w którym wreszcie mogła poczuć, że los się do niej uśmiechnął.



