Tatko, Obudź Się, Jestem GłodnaZamarło mu serce, gdy ujrzał córkę tulącą się do bladej jak marmur siostrzyczki, a na stole pustą puszkę po ostatniej fasoli.5 min czytania.

Dzielić

– Tato.
– Tak, Krzysiu?
– Tato, Zosia nie chce się obudzić.
– Co? Gdzie jesteś? Gdzie jest mama?
– Jej nie ma. Nie ma jej od piątku. Jestem głodny. Nie zostało nic do jedzenia.
– Co znaczy, że jej nie ma? Zostałeś tam sam?
– Tak. Nie wiem, co mam robić.

Tomasz na chwilę zamilkł, po czym zerwał się na równe nogi, odrzucił krzesło, chwycił kluczyki ze stołu i wybiegł bez słowa. W windzie dobił do Letycji. Telefon był wyłączony. Jak zwykle. Spróbował jeszcze trzy razy. Bez skutku.

Wskoczył do auta, odpalił silnik i wykręcił ponownie. Tylko poczta głosowa.
– O, ja pie…!

Tomasz pojechał prosto do domu Letycji. Dotarł w niecałe pół godziny. Zaparkował byle jak, wyskoczył i zaczął walić z całej siły w drzwi.
– Krzysiu, to tata! Otwórz!

Nic. Pchnął drzwi. Były otwarte. Weszła do środka. W domu panowała całkowita cisza. W salonie znalazł Krzysia siedzącego na podłodze i tulącego poduszkę. Miał brudną twarz, zapuchnięte oczy i wklęsły brzuch.
– Tato, myślałem, że nie przyjdziesz.
– Gdzie Zosia?

Krzysiek wskazał na fotel. Zosia leżała tam nieruchomo, blada, z wyschniętymi ustami. Tomasz podszedł i dotknął jej. Miała wysoką gorączkę, nie reagowała. Wziął ją szybko na ręce.
– Chodźmy, szybko. Nic nie mów, po prostu idź.
– Czy ona śpi, tato?
– Nie. Ale wszystko będzie dobrze. Ruszajmy!

Tomasz wyszedł z Zosią na rękach, a Krzysiek podążył za nim. Wsiedli do samochodu, Tomasz włączył awaryjne i wcisnął gaz do dechy. W trakcie jazdy znów zadzwonił do Letycji. Tylko poczta głosowa.

Krzysiek z tyłu zapytał:
– Czy mama się gniewa?
Tomasz ścisnął kierownicę.
– Nie, synu. Twoja mama nie czuje się dobrze. Ale ja się tobą zaopiekuję, obiecuję.

– Co się stało z dziewczynką? – zapytała pielęgniarka, gdy tylko Tomasz wpadł na izbę przyjęć z Zosią na rękach.
– Ile ma lat? – dopytywała, szybko podchodząc z łóżkiem transportowym.
– Trzy lata. Od co najmniej dwóch dni nic nie jadła. Ma gorączkę. Była nieprzytomna, kiedy przyjechałem.
– Ustabilizujemy ją. Proszę tu zostać.

Lekarz wziął Zosię i położył na łóżku. Krzysiek przytulił się do nogi ojca, nie odzywając się. Tomasz uklęknął i przytulił go.
– Zajmą się nią. Wszystko będzie dobrze.
– Ona nie umrze, prawda?
– Nie, synu. Obiecuję.

Gdy Zosię zabrano na dziecięcy oddział, Tomasz podszedł do rejestracji. Podał imiona dzieci, wyjaśnił to, co sam wiedział, i poprosił o rozmowę z pracownikiem socjalnym.

W ciągu niecałej pół godziny dwie osoby już pytały go, dlaczego dzieci były same.
– Miały być z matką. Powiedziała mi, że jadą gdzieś na weekend bez zasięgu i żebym jej nie niepokoił. Dzisiaj zadzwonił do mnie syn. Powiedział, że Zosia nie chce się obudzić i że od dni nic nie jedzą. To wszystko, co wiem.
– A gdzie teraz jest ich matka?
– Nie mam pojęcia. Jej telefon jest wyłączony od piątku.

Jeden z pracowników socjalnych zaczął notować.
– Macie wspólną opiekę?
– Tak, jest to uregulowane prawnie. Zmieniamy się co tydzień. W tym tygodniu była jej kolej.
– Będziemy musieli zgłosić porzucenie, panie Tomaszewski.
– Róbcie, co musicie. Chcę tylko wiedzieć, jak się ma moja córka.

Lekarz wrócił po chwili.
– Dziewczynka jest stabilna. Ma lekkie zapalenie jelit na tle odwodnienia i braku jedzenia. Zostanie na obserwacji. Dobrze, że pan zdążył; jeszcze jeden dzień i wszystko mogłoby się potoczyć inaczej.

Tomasz wypuścił powietrze, którego nieświadomie wstrzymywał. Krzysiek ścisnął jego dłoń.
– Mogę ją zobaczyć?
– Za chwilę. Teraz śpi, ale wszystko w porządku.
– Dobrze. – Krzysiek skinął głową. – A mama?

Tomasz nie wiedział, co odpowiedzieć. Schylił się i położył rękę na ramieniu chłopca.
– Jeszcze nie wiem, ale się dowiemy.

Kilka godzin później podeszła do Tomasza pielęgniarka.
– Panie Tomaszewski, dostaliśmy właśnie zgłoszenie z policji. Pana była partnerka została przyjęta do szpitala miejskiego w sobotę rano po wypadku samochodowym. Była z mężczyzną, który uciekł z miejsca zdarzenia. Przyjęto ją jako NN, bo nie miała dokumentów, ale teraz ją zidentyfikowano.
– Żyje?
– Tak. Stan stabilny, ale jest pod środkami uspokajającymi. Ma złamania i uraz głowy. Dochodzi do siebie.

Tomasz na chwilę zamknął oczy. Chciało mu się krzyczeć, chciał coś rozwalić, ale Krzysiek był tuż obok.
– Mogę ją zobaczyć?
– Będzie pan musiał poczekać, aż się obudzi. Jeszcze nie może mówić.

Tomasz wstał, wyjął telefon i zadzwonił do swojego prawnika.
– Grzesiu, musimy rozpocząć procedurę opiekuńczą. To pilne. Nie pozwolę, żeby to się powtórzyło.
– Prześlij mi informacje, a rano złożymy papiery.

Tomasz się rozłączył i spojrzał na syna.
– Zostaniemy tu, dobrze? Tuż przy Zosi.
– Czy mogę zostać z tobą na zawsze?
Tomasz spojrzał na niego.
– Od dzisiaj już cię nie puszczę.

Tomasz spędził całą noc na krześle przy szpitalnym łóżku, na którym spała Zosia, podłączona do kroplówki. Krzysiek, już zmęczony, zasnął na fotelu pod kocem od pielęgniarki. Na zewnątrz świtało, gdy zajrzała ponownie pracownica socjalna.

– Panie Tomaszewski, musimy zadać panu jeszcze kilka pytań. To część procedury.
Tomasz skinął głową, nie wstając.
– Oczywiście, pytajcie, o co potrzebujecie.
– Czy to pierwszy raz, gdy dzieci zostały same z matką?
– Z tego, co wiem, tak. Ale mój syn mówił, że wcześniej też je zostawiała, choć na krócej.
– A pan próbował się z nią kontaktować w weekend?
– Nie. Prosiła, żeby nie dzwonić. Mówiła, że jedzie ze znajomymi na działkę, gdzie nie ma zasięgu. Według niej chciała się odciąć.
– MówiAle potem odetchnął głęboko, uśmiechnął się do śpiących dzieci i zrozumiał, że to właśnie jest jego najważniejsza i najpiękniejsza praca.

Leave a Comment